Serwis Tłumacza


Strona główna arrow Lektury arrow Napisy w filmie trójwymiarowym Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail

Napisy w filmie trójwymiarowym


 
avatar Najgłośniejszy film tego sezonu zachwyca od strony wizualnej (od fabularnej niekoniecznie), pokazuje nowe możliwości współczesnego kina, być może wytycza kierunki jego dalszego rozwoju, ale też stwarza pewne problemy w zakresie opracowań obcojęzycznych. I tymi właśnie spostrzeżeniami na temat świeżo obejrzanego „Avatara” chciałbym się tu podzielić.
 
Zacznę od trójwymiarowości jako takiej. W moim odczuciu to nadal nie jest w pełni film 3D, a raczej 2D z efektownie dodaną głębią. Z prawdziwym trzecim wymiarem mielibyśmy do czynienia, gdyby widz w każdej chwili mógł skupić wzrok na dowolnym miejscu ekranu i dostrzec równie wyraźnie przedmioty położone „na wyciągnięcie ręki”, jak i te oddalone o kilka czy kilkanaście metrów – tak jak może to robić w naturze dzięki zjawisku akomodacji oka. W filmie to obiektyw kamery skupia się za nas w odległości określonej przez reżysera i narzuca nam, które elementy mamy widzieć ostro, a które nie. W różnych scenach różnie się to sprawdza (najlepiej tam, gdzie stosunkowo małe obiekty poruszają się w jednej płaszczyźnie na tle odległego krajobrazu) i dość często skutkiem tego ograniczenia jest wrażenie oglądania świata nie trójwymiarowego, ale raczej skonstruowanego z ciągu płaskich warstw umieszczonych jedna za drugą.
 
To dość nieprzyjemne odczucie „spłaszczonej głębi”, ostrej tylko w jednym planie, potęgują napisy z tłumaczeniem dialogów (i wszelkie inne, jak czołówka czy tyłówka, nałożone na obraz i niebędące integralnym elementem scenografii). W tradycyjnym filmie płaskie subtitles na płaskim obrazie wydają się naturalne i nie przykuwają uwagi widza. Zupełnie inaczej wygląda to w filmie 3D. Ponieważ w otaczającej nas trójwymiarowej rzeczywistości jako żywo nie widuje się dwuwymiarowych liter wiszących w przestrzeni, jakby wymalowanych na niewidocznym kawałku szyby, powstaje efekt obcości i sztuczności fragmentu obrazu. Najbardziej rzuca się to w oczy, kiedy kamera się porusza i oglądamy napisy na tle przesuwających się obiektów usytuowanych względem nas w różnej odległości, zwłaszcza gdy scena rozgrywa się na średnim planie, a z przodu nagle ktoś przechodzi. Sprawia to wrażenie „falowania” napisu (trochę jak przy wyświetlaniu zwykłego filmu na pofałdowanym ekranie). Na podobnej zasadzie źle wyglądają też napisy przechodzące przez sklejkę, jeżeli oba kolejne ujęcia różnią się głębią ostrości. Widzowi czytającemu tłumaczenie wydaje się, że tekst przesunął się po osi prostopadłej do płaszczyzny ekranu.
 
Autorzy przygotowujący napisy do „Avatara” (dystrybutor jakoś nie raczył ich zidentyfikować na końcu) najwyraźniej zdawali sobie sprawę z tych mankamentów i próbowali temu zaradzić. Dlatego kiedy na przykład w prawej części ekranu znajduje się jakaś postać na pierwszym planie, a mówi ktoś stojący bardziej w centrum, napis nie jest wyśrodkowany, ale przesunięty w lewo, tak by w całości znajdował się na tle o jednorodnej głębi. Jest to rozwiązanie z jednej strony słuszne, usuwa bowiem owo wrażenie „falowania”, z drugiej jednak zmusza widza do ciągłego skakania wzrokiem po ekranie w poszukiwaniu napisów, które co chwilę się przemieszczają, nie tylko z boku na bok, ale i – pozornie – w głąb oglądanej przestrzeni.
 
Wprowadzenie trzeciego wymiaru (ale także niezwykle bogatej w detale scenografii) ogromnie zwiększyło ilość informacji w kanale wizualnym. Niejednokrotnie bardzo trudno ogarnąć wzrokiem całą złożoność trójwymiarowego świata, jednocześnie przyswajając sobie w ciągu paru sekund treść wyświetlanych subtitles, które, jak już wspomniałem, mogą się co gorsza pojawiać w różnych miejscach ekranu. Sam, choć czytam raczej szybko, nie zdążyłem dokładnie odcyfrować przynajmniej kilku napisów, zwłaszcza gdy zawierały tłumaczenie języka tubylców i nie mogłem sobie pomóc rozumieniem ze słuchu, jak w przypadku dialogów po angielsku. Być może były po prostu źle rozstawione (wyświetlane za krótko w stosunku do swej długości), na pewno w jakimś stopniu przyczynił się do tego ich dość niefortunnie dobrany, słabo kontrastujący kolor (ochra zamiast zwyczajowej bieli, mimo że większość zdjęć w filmie jest utrzymanych w ciemnych barwach), ale przede wszystkim, jak sądzę, przyczyną było to, że akurat skupiłem wzrok gdzieś w głębi obrazu, gdzie działo się coś ciekawego.
 
Niewykluczone, że te problemy percepcyjne są tylko kwestią przyzwyczajenia się do pewnej konwencji i po obejrzeniu dwudziestu podobnych filmów same zanikną. Kiedy w przedwojennym kinie pojawił się dźwięk, a więc i podkład muzyczny, zdezorientowani widzowie też z początku pytali, dlaczego słychać muzykę, choć na ekranie nikt jej nie gra. Wydaje mi się jednak, że subtitles jako metoda tłumaczenia dialogów niezbyt się sprawdzają w filmie 3D, utrudniają bowiem widzowi poddanie się ułudzie tej lekko ułomnej trójwymiarowości. Być może lepszym pomysłem byłoby umieszczanie ich na doklejonej u dołu czarnej kaszecie, jak w wielu wydaniach DVD, tak by płaska część obrazu była wyraźnie oddzielona od tej, która ma pokazywać głębię – aczkolwiek możliwe, że takie połączenie wyglądałoby jeszcze gorzej. Znacznie praktyczniejszym rozwiązaniem, jak sądzę, byłby tu dubbing, który angażuje tylko zmysł słuchu i pozwala w pełni śledzić wzrokiem wydarzenia na ekranie. W „Avatarze” i tak dialogi są zwięzłe i jest ich niewiele. Gdyby w tej samej technice wyprodukować jakiś mocno przegadany film, w dodatku z szybkim montażem i bardzo ruchliwą kamerą, jego odbiór w wersji z obcojęzycznymi napisami mógłby się okazać wręcz niemożliwy, a na pewno stwarzałby duży dyskomfort. Dubbing z kolei nie cieszy się u nas sympatią widzów w przypadku innych filmów niż bajki, co oznacza, że nowe kino 3D albo ograniczy się głównie do widowni dziecięcej, albo wymyśli jakiś praktyczniejszy sposób przekazu tłumaczenia w formie napisów, albo zyska akceptację tylko tych osób, które znają biegle angielski i nie potrzebują wersji tłumaczonej.
 

© by Arkadiusz Belczyk 2010
 
 
 
 
poradkk

Tłumaczenie filmów

Słownik budowlany