Serwis Tłumacza


Strona g?wna arrow Lektury arrow O be?kocie w medycynie Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail

Edward Kramer

O be?kocie w medycynie

 
Wst?p
  • Pacjent przychodzi do lekarza.
  • Pacjent z patologi? wizytuje doktora.
  • Chory ze zmianami patologicznymi odbywa wizyt? u doktora.
  • Chory z wieloma ró?norodnymi zmianami patologicznymi w przebiegu choroby odbywa zaplanowan? wizyt? u certyfikowanego doktora z doktoratem w dedykowanym o?rodku.
  • Chory z wieloma ró?norodnymi zmianami patologicznymi w przebiegu choroby powoduj?cej ró?norodne zmiany patologiczne wielu ró?norodnych tkanek, narz?dów i uk?adów jest zmuszony po wcze?niejszym umówieniu zasi?gn?? specjalistycznej konsultacji merytorycznej w celu zmniejszenia licznych dokuczliwych zmian powoduj?cych obni?enie jako?ci ?ycia i pogarszaj?cych funkcjonowanie socjalne.

W ten sposób, dodaj?c oczywisto?ci i gmatwaj?c wywód, dochodzimy do tasiemcowatej wypowiedzi, które pozornie brzmi bardzo m?drze i „naukowo”, cho? tre?ci w niej niewiele. Artyku?y w prasie medycznej s? pe?ne takich przyk?adów. Zalewaj? nas nieprzemy?lane, nieprecyzyjne, sztucznie skomplikowane zdania, cz?sto wynikaj?ce z nieprawid?owego t?umaczenia z j?zyka angielskiego albo utrwalania si? w polszczy?nie rozmaitych kalk j?zykowych. Jest to zreszt? przypad?o?? nie tylko tekstów z zakresu medycyny, ale i prawa, nauk technicznych i mnóstwa innych dziedzin.

Nawet S?ownik j?zyka polskiego, niegdy? wyrocznia zaaprobowana przez Rad? J?zyka Polskiego i biblia redaktorów, coraz bardziej dzi? poddaje si? presji anglicyzowania wszystkiego co popadnie i lansuje formy sprzeczne z tradycj? polskiego pi?miennictwa. Ot, cho?by zasada dodawania po przedrostku de- litery z, je?li nast?pn? liter? jest samog?oska. St?d mamy np. dezorientacj?, dezintegracj?, dezatomizacj? czy dezodorant. Niedawno przez media (tak?e i fora internetowe) przetoczy?a si? dyskusja o tym, ?e poprawna forma politycznego has?a deubekizacji to dezubekizacja – w?a?nie ze wzgl?du na te mocno zakorzenione regu?y s?owotwórcze. Tymczasem wedle najnowszych sugestii SJP winni?my pisa? raczej kwas deoksyrybonukleinowy ni? dezoksyrybonukleinowy – zapewne dlatego, ?e jest to forma bli?sza pisowni angielskiej, bo innego uzasadnienia wymy?li? nie sposób. Tylko co to za uzasadnienie?

Równie? Poradnia J?zykowa PWN, która z definicji powinna by? wzorcem poprawno?ci j?zykowej, zdaje si? ulega? internetowemu niechlujstwu i bylejako?ci (np. tutaj), a w swych odpowiedziach coraz cz??ciej si?ga po kuriozalny argument cz?stotliwo?ci wyst?powania takiej czy innej formy w Google’u – który w istocie sprowadza si? przecie? do stwierdzenia, ?e skoro sto tysi?cy nastoletnich blogerów pisze „wogule”, a tylko 80 tysi?cy innych, bardziej ?wiat?ych internautów – „w ogóle”, to racj? musz? mie? ci pierwsi. I tak oto wielusetletnie tradycje pi?miennicze, etymologi? s?ów, utrwalone zwi?zki frazeologiczne i przemy?lane, spójne regu?y ortografii i gramatyki zast?puje si? swoistym plebiscytem, a kalectwa j?zykowe zostaj? uznane za norm?. W ?adnym wypadku nie oznacza to jednak, ?e powinni?my si? temu przygl?da? bezczynnie.

Spróbujmy wi?c postawi? tam? – czy cho?by male?k? zapor? – temu zalewowi be?kotu, przynajmniej w jednej dziedzinie, w której czujemy si? do tego uprawnieni z racji wykszta?cenia i do?wiadczenia zawodowego.

 

I. Nazwiska i nazwy w?asne

 

Szczególnym przypadkiem be?kotu w tekstach medycznych jest rzekomo fachowa terminologia, która zakorzeni?a si? w polszczy?nie (nierzadko wylansowana przez autorytety naukowe), a przy bli?szym zbadaniu okazuje si? wynika? z po?piesznego i bezrefleksyjnego przet?umaczenia skomplikowanego okre?lenia funkcjonuj?cego w j?zyku angielskim.

Oto gar?? takich przyk?adów:  

1. Wirus Epsteina-Barra
2. Zespó? Hurlera
3. Zespó? Noonana
4. Zespó? Weyanda
5. Szmer Austina-Flinta
6. Szmer Grahama-Steela
7. Objaw Rivero-Carvallo
8. Skala senno?ci Epwortha
9. Skala Ghenta do oceny zespo?u Marfana
10. Biegunka sekrecyjna Brainerda
11. Kardiomiopatia Tako Tsubo

Wygl?da to wszystko bardzo powa?nie, tylko niestety nie ma ?adnego sensu. Fakty bowiem (wcale nietrudne do ustalenia) s? takie, ?e naukowcy Barr, Hurler, Noonan i Weyand byli kobietami. A tak brzmi?co kobiece nazwiska obcego pochodzenia w j?zyku polskim nie podlegaj? odmianie. Nie piszemy przecie? „piosenka Streisanda” ani „wspania?a rola filmowa Streepa”.

Trzy nast?pne pozornie fachowe terminy zdaj? si? sugerowa?, ?e ka?de z opisanych nimi zjawisk mia?o dwóch odkrywców. Rzecz w tym, ?e ów Flint mia? na imi? Austin, Steell (poprawnie pisany przez dwa „l”!) mia? na imi? Graham, a Carvallo mia? na imi? Rivero. By? mo?e jestem wyj?tkiem i dziwol?giem, ale nie chcia?bym, ?eby o mnie pisano per Edward-Kramer.

Jeszcze wi?kszej uciechy dostarczaj? przyk?ady 8-10. Tym razem jej przyczyn? jest to, ?e Epworth, Ghent i Brainerd s? nazwami miast. W Epworth i Ghent (sk?din?d Polakom znanym od stuleci jako Gandawa) ustalono skale i kryteria, za? w Brainerd w 1983 r. wybuch?a epidemia owej biegunki sekrecyjnej.

Ostatni przyk?ad to b??d nieco mniejszego kalibru, bo tylko ortograficzny, a nie merytoryczny. Tako Tsubo, cho? wygl?da na imi? i nazwisko jakiego? japo?skiego lekarza, w rzeczywisto?ci jest nazw? naczynia do po?owu o?miornic, które ma podobny kszta?t jak serce u osoby z t? kardiomiopati?. Skoro tak, to nie ma ?adnego powodu, by pisa? t? nazw? wielkimi literami. 

 

II. O wielkich odkrywcach w historii medycyny

 

Zobaczmy trzy autentyczne cytaty z „profesjonalnych” t?umacze? medycznych:

  • „Autorem pierwszego znanego opisu parkinsonizmu by? Ebers Papyrus, który ok. 2000 r. p.n.e. przela? na papier wiedz? staro?ytnych Egipcjan".
  • „W w?tpliwych przypadkach warto oznaczy? czas krzepni?cia metod? Russella z u?yciem rozcie?czonego jadu ?mii”.
  • „Watsonowi i Crickowi pary zasad tworz?cych DNA przypomina?y rozety kamienne”.  

Na czym polega absurdalno?? tych sformu?owa?? W pierwszym zdaniu chodzi o tzw. papirus Ebersa. Odkry? go w 1873 r. w Egipcie niemiecki egiptolog i pisarz Georg Moritz Ebers. Kim by? autor tego bezcennego dokumentu opisuj?cego choroby znane staro?ytnym Egipcjanom, nie wiemy. Powinni?my natomiast wiedzie? (my – t?umacze i pisz?cy teksty), ?e takie nazwy, je?li nic nam nie mówi?, nale?y dok?adnie sprawdzi?. W tym konkretnym przypadku wystarczy nawet nieszcz?sna Wikipedia.

Drugie zdanie zawiera do?? powszechny b??d polegaj?cy na bezmy?lnym przet?umaczeniu angielskiego terminu Russell's viper diluted venom time. Oznacza on czas krzepni?cia krwi po dodaniu do probówki jadu nie jakiej? tam ?mii, ale bardzo konkretnego w??a, który zwie si? po polsku daboj? ?a?cuszkow?, a po angielsku... Russell's viper. XVIII-wieczny szkocki lekarz Patrick Russell po prostu t? ?mij? opisa? jako pierwszy. Bardzo w?tpliwe, by zarazem opracowa? nader specjalistyczn? metod? oceny czasu krzepni?cia z wykorzystaniem jadu tego gada – aczkolwiek przyznaj?, ?e nie jest to absolutnie wykluczone. Je?li kto? znajdzie wiarygodne ?ród?o, które by to potwierdza?o, prosz? da? zna?. 

I wreszcie trzeci przyk?ad. Tym razem t?umacz wykaza? si? zdumiewaj?cym brakiem wiedzy ogólnej. W oryginale mowa bowiem o something resembling Rosetta stone. Autor odwo?uje si? tu do s?awnej kamiennej p?yty pokrytej napisami w trzech j?zykach, dzi?ki której Champollion zdo?a? odczyta? egipskie hieroglify. Po polsku zwiemy j? kamieniem z Rosetty (i uczymy si? o niej w szkole), a sens cytowanego zdania jest taki, ?e Watson i Crick poczuli si? jak odkrywcy, którzy odcyfrowali nieznany j?zyk – kod DNA. T?umacz zignorowa? tu nie tylko wielk? liter? (która natychmiast powinna obudzi? jego czujno??), ale i zasady angielskiej gramatyki, zapominaj?c, ?e w takich po??czeniach dwóch rzeczowników to pierwszy okre?la drugi, a nie odwrotnie.  

Czytaj dalej

© Edward Kramer, sierpie? 2010

 

 
poradkk

T?umaczenie filmów

S?ownik budowlany