Serwis Tłumacza


Strona g?wna arrow Lektury arrow Programy wspomagaj?ce t?umaczenie - za i przeciw Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail
Bronis?aw Opacki Jr

Programy wspomagaj?ce t?umaczenie - za i przeciw


Od jakiego? czasu panuje moda na wspomaganie t?umacze? specjalnymi programami komputerowymi. Pomys? jest sk?din?d s?uszny, bo nale?y sobie u?atwia? ?ycie tam, gdzie jest to sensowne i zasadne. Natomiast jego realizacja wo?a o pomst? do nieba.

Na pocz?tek nale?y sobie zada? pytanie, na czym polega praca t?umacza? Czy ma on mechanicznie przek?ada? z jednego j?zyka na drugi s?owa i zwroty wyrwane z kontekstu? Stanowczo nie!

"Aby dobrze wykonywa? swój zawód, t?umacz musi mie? rozleg?? wiedz?. Nie tylko lingwistyczn?. Wiedza ta pog??bia si? z ka?d? przet?umaczon? konferencj?, z ka?d? prac? pisemn?. Z natury rzeczy t?umacz ma kontakty z przedstawicielami w?adzy, wielkiego biznesu, polityki, dyplomacji. Tym samym nabywa cz?sto wiedz? ze ?róde? niedost?pnych dla zwyk?ych ?miertelników. Etyka zawodowa nie pozwala mu rozpowszechnia? zdobytych w ten sposób informacji. I s?usznie. Dochowywanie tajemnicy zawodowej musi by? podstawowym kanonem osób zaufania publicznego - adwokatów, notariuszy, lekarzy, t?umaczy, gdy? inaczej ich dzia?alno?? nie mia?aby sensu. Ale kszta?towanie w?asnej wiedzy, a co za tym idzie - w?asnych pogl?dów, nie stoi przecie? wcale w sprzeczno?ci z t? zasad?." 1

Dalej - liczne akty prawne jasno uznaj?, ?e praca t?umacza jest prac? twórcz?, której wynikiem jest powstanie dzie?a, czyli pewnej sko?czonej ca?o?ci, pod któr? t?umacz si? podpisuje i odpowiada za jej jako??.

Programy wspomagaj?ce t?umaczenie mo?na z grubsza podzieli? na dwie grupy: programy pomagaj?ce w utrzymaniu spójno?ci terminologii i nazewnictwa oraz programy "podstawiaj?ce" gotowe fragmenty t?umacze?.

W ogóle nie b?d? si? tutaj wypowiada? na temat samych programów "t?umacz?cych", bo mimo bu?czucznych zapewnie? ich twórców, s? to proste zabawki nie znajduj?ce ?adnego zastosowania w profesjonalnym t?umaczeniu.

Pierwsz? grup? programów przyrówna?bym do "korektorów ortograficznych" wyst?puj?cych w komputerowych edytorach tekstów. ?wietnie nadaj? si? do podstawiania odpowiedników zwrotów, które nie s? intuicyjne lub mo?na je poprawnie przet?umaczy? na wiele sposobów, ale przyj?to dla nich ?ci?le okre?lone odpowiedniki i nie dopuszcza si? dowolno?ci (np. zast?powanie nazwy dawnego Ministerstwa ??czno?ci oficjalnie przyj?t? nazw? angielsk? Ministry of Posts and Telecommunications). Podobnie w wypadku znormalizowanych zwrotów prawniczych itp. Tak d?ugo, jak ich zastosowanie pozostaje ograniczone do funkcji rozbudowanej "autokorekty" (bo w odró?nieniu od niej, z takiej tablicy odpowiedników mo?e korzysta? wielu t?umaczy jednocze?nie, np. przez Internet), jest bardzo przydatnym narz?dziem, poniewa? zarówno przy?piesza samo fizyczne pisanie tekstu, jak i eliminuje pomy?ki. Ale warunkiem podstawowym jest ograniczenie stosowania tego narz?dzia do podstawiania terminów, których przyj?te t?umaczenie jest niezale?ne od kontekstu. No i oczywi?cie dba?o?? o to, ?eby do tablicy odpowiedników nie trafia?y b??dne t?umaczenia, bo pó?niej b?d? masowo powielane. Stosowanie tego narz?dzia do podstawiania zwrotów lub zda?, których t?umaczenie silnie zale?y od kontekstu, jest fatalnym b??dem.

Twórcy drugiej grupy programów mieli wi?ksze ambicje - zamarzy?o im si? zast?pienie ?ywego t?umacza sztuczn? inteligencj?. W uproszczeniu rzecz wygl?da tak, ?e program porównuje wprowadzony do niego tekst ?ród?owy i tekst przet?umaczony przez ?ywego t?umacza. Tn?c ka?dy z tekstów na jak najmniejsze kawa?ki (nazywane niekiedy - o zgrozo! - "elementami t?umaczeniowymi") tworzy baz? danych zawieraj?c? odpowiadaj?ce sobie s?owa, wyra?enia czy ca?e zdania. Tak to wygl?da przy pierwszym u?yciu programu. Nast?pnie, gdy zachodzi konieczno?? przet?umaczenia kolejnego dokumentu, program porównuje go z baz? danych i kiedy znajduje fragmenty, które wyst?powa?y w poprzednim dokumencie ?ród?owym, zast?puje je gotowym t?umaczeniem wykonanym na u?ytek tamtego dokumentu. Fragmenty, które dot?d nie by?y jeszcze przet?umaczone, podsuwa do przet?umaczenia ?ywemu t?umaczowi. W trakcie t?umaczenia dokonuje takiego samego porównania, jak przy pierwszym t?umaczonym dokumencie, i uzupe?nia baz? danych. Proces ten powtarzany jest przy kolejnych dokumentach i baza danych ro?nie.

Tak d?ugo, jak kolejne wprowadzane dokumenty s? bardzo zbli?one do dokumentu pierwotnego (np. instrukcje kolejnych wersji telefonu komórkowego tej samej firmy, pralki, telewizora itp., b?d? kolejne uzupe?nienia aktu prawnego), mo?e to by? ca?kiem przydatne narz?dzie, ale w sumie zast?puj?ce tylko "wyró?nianie zmian" dost?pne w ka?dym przyzwoitym edytorze tekstów.

Problemy zaczynaj? si? wówczas, gdy w oparciu o baz? utworzon? na podstawie t?umaczenia jakiej? logicznej serii dokumentów usi?uje si? "przedt?umaczy?" dokumenty o zupe?nie innym charakterze, przeznaczeniu i kontek?cie. J?zyk, b?d?c form? porozumiewania si? ludzi, a nie maszyn, jest bowiem kontekstowy i pe?en niuansów. T?umaczenie zdania brzmi?cego identycznie w oryginale, ale wyst?puj?cego w zupe?nie ró?nych dokumentach, zale?y od bezpo?redniego kontekstu, od kontekstu ca?ego dokumentu, a tak?e od kontekstu zewn?trznego owego dokumentu. W uproszczeniu mo?na to nazwa? stylem t?umaczenia. To samo dotyczy ca?ych dokumentów. To samo good-bye po angielsku mo?na zale?nie od kontekstu przet?umaczy? na osch?e ?egnam lub radosne do zobaczenia.

Ba, t?umaczenie tego samego dokumentu, wykonane przez ?ywego t?umacza, b?dzie inne w zale?no?ci od uwarunkowa? zewn?trznych - np. czasów, w których jest wykonywane. Przyk?ad? Bardzo prosz? - czy w Polsce 20 lat temu wszyscy wiedzieli, co to jest roaming, d?ojstik, mysz (komputerowa)? W tamtych czasach takie poj?cia trzeba by?o t?umaczy? opisowo, bo nie mia?y odpowiedników w polskich realiach.

I tego wszystkiego program "wspomagaj?cy" nie zapewni. Ma?o tego, takie programy s? u?ywane do realizacji (bo nie u?yj? s?owa "wykonywania") t?umacze? przez rozproszone zespo?y "t?umaczy", z których ka?dy obrabia kawa?ek jakiego? wi?kszego dokumentu. Po prostu podrzucaj? im gotowe kawa?ki tekstów i wy?wietlaj? to, co pozosta?o do przet?umaczenia. I na koniec powstaje kompilacja, która nie ma jednego autora, co pozostaje w jawnej sprzeczno?ci z za?o?eniem, ?e t?umaczenie jest dzie?em i do tego autorskim.

Bardzo ciekawie przedstawia si? te? kwestia praw autorskich i odpowiedzialno?ci za ewentualne bzdurne t?umaczenia. Jak okre?li? w?a?ciciela praw autorskich do zlepka powsta?ego cz??ciowo z pod?o?onych t?umacze? autorstwa nieznanych osób, t?umacze? dokonywanych w zupe?nie innym kontek?cie ni? ten, w którym zostaj? u?yte, i cz??ciowo z fragmentów zda? czy akapitów t?umaczonych przez kolejne osoby, a przecie? w takiej sytuacji musz? j?zykowo i logicznie pasowa? do fragmentów podstawionych, cho? wtedy niekoniecznie b?d? oddawa?y intencje, styl i wymow? ca?o?ci orygina?u? Kto tak naprawd? odpowiada za jako?? t?umaczenia ca?o?ci? Program komputerowy? Pod jakim?e to "dzie?em" t?umacz ma si? podpisa??

Spotka?em si? z twierdzeniem, ?e przecie? t?umacz wyka?czaj?cy dokument powinien przeczyta? ca?o?? i dokona? stosownej korekty. Owszem, ale pod dwoma warunkami - ?e otrzyma za to wynagrodzenie i ?e dostanie na to odpowiedni? ilo?? czasu. Tymczasem zleceniodawcy wymuszaj?cy na t?umaczach korzystanie z takich programów w sposób opisany powy?ej, wcale nie maj? ochoty za to p?aci?. Wr?cz przeciwnie, twierdz?, ?e przecie? t?umacz przet?umaczy? tylko to, czego nie podstawi? program, wi?c zamiast honorarium za przek?ad 100 stron, które liczy dokument, nale?y mu si? tylko za 20 stron, bo tyle pozosta?o w nim do przet?umaczenia. Wi?c z jakiej racji t?umacz ma weryfikowa? i poprawia? w sumie 100 stron (bo on nie dosta? 20 odr?bnych stron bitego t?umaczenia, tylko "dot?umaczane" strz?py dokumentu rozrzucone po kilka(na?cie) s?ów tu i tam w?ród owych 100 stron, ??cznie sk?adaj? si? na owe 20 stron)? Oczywi?cie na to nikt nie przewiduje ani czasu, ani pieni?dzy.

Odr?bn? kwesti? jest to, ?e zawodowy t?umacz szybciej poprawnie przet?umaczy od nowa dokument "przet?umaczony" t? technik?, ni? skoryguje to, co dosta?. Taka korekta bowiem jest jak próba wyrównania krzywo po?o?onej glazury - mo?na si? bawi? w wycinanie poszczególnych kafli i ponowne ich wklejanie, ale znacznie szybciej wyjdzie sku? ca?o?? i zrobi? dobrze od pocz?tku. Mi?dzy tymi dwiema sytuacjami zachodzi jeszcze jedna analogia - na pewno poprawne po?o?enie kafli kosztuje dro?ej ni? partactwo.

Dlaczego wi?c owe programy znajduj? wci?? zastosowanie niezgodne z tym, do którego si? nadaj?, czyli do kompleksowego t?umaczenia ca?ych zbiorów ró?norodnych dokumentów? Ano dlatego, ?e mo?na na nich zarobi?. Jednak nie zarobi? na nich t?umacze, bo zawodowiec niech?tnie patrzy na to, jak program usi?uje za niego t?umaczy? tekst. Poza tym zawodowcy ceni? sobie wiedz? i do?wiadczenie, którym dysponuj?, wi?c s? drodzy. Zarabiaj? na tym niesumienni po?rednicy, wmawiaj?cy klientom, ?e takim narz?dziem, przy którym sadzaj? ludzi nie maj?cych podstawowych kwalifikacji t?umaczy, a co za tym idzie wynagradzanych bardzo n?dznie, mo?na wykona? rzetelne i profesjonalne t?umaczenie. Oczywi?cie licz? za nie jak za rzeteln? prac?, a zysk zagarniaj? dla siebie. Korygowanie takiego t?umaczenia b?dzie kosztowa?o wi?cej czasu i pieni?dzy ni? poprawne wykonanie go od zera przez zawodowców. Mizerny wydaje si? argument, ?e takie "t?umaczenie" umo?liwia "zrobienie" wi?kszej liczby stron w danym czasie, ni?by przet?umaczy? ?ywy t?umacz. Bo to jest tylko zrobienie, a nie przet?umaczenie.

W Polsce przez wiele lat proste tynki czy równo u?o?one kafelki by?y znane tylko z zachodnich filmów lub wycieczek. Dopiero od kilkunastu lat zacz?to zwraca? na to uwag?. W imi? czego teraz doprowadzamy j?zyk polski do stanu, z jakiego nie tak dawno wyprowadzili?my tynki i kafelki?


© by Bronis?aw Opacki Jr 2005

(artyku? pierwotnie opublikowany w witrynie Stowarzyszenia T?umaczy Polskich, zamieszczony za zgod? autora)
 



1). Ten fragment zaczerpn??em za zgod? autora z jednego z referatów pana Ryszarda Dulinicza, prezesa STP.
 
poradkk

T?umaczenie filmów

S?ownik budowlany