Serwis Tłumacza


Strona g?wna arrow W kwestii formalnej arrow Roszczenia wobec t?umaczy Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail
Marek Czerski

Roszczenia wobec t?umaczy


Od jakiego? czasu obserwuj? coraz wi?kszy zapa? zleceniodawców, by dochodzi? od t?umaczy roszcze? materialnych z powodu szkód - rzeczywi?cie lub rzekomo - wyrz?dzonych b??dami w t?umaczeniach. Pierwszy taki przypadek, wówczas w?a?ciwie jedyny, trafi? na moje biurko w 1995 r. Dwa lata temu by?o ich ju? 23, a w ubieg?ym roku ponad 30, przy czym moje pole obserwacyjne obejmuje jedynie cz??? Polski i bynajmniej nie wszystkie sprawy na tym terenie. (Na marginesie: liczba spraw wnoszonych przez t?umaczy nie drgn??a od wielu lat i w porównaniu z liczb? roszcze? zleceniodawców jest symboliczna... Czy?by to tylko t?umacze byli ?ród?em strat swoich kontrahentów, a kontrahenci byli anio?ami wcielonymi? "Przypuszczam, ?e w?tpi?", ale to inny temat). Wyra?nie wida? pewn? prawid?owo??: wystarczy kilka procesów wygranych przez stron? pokrzywdzon? b??dem t?umacza, by zacz??y si? pojawia? kolejne pozwy. W pewnym sporym mie?cie nic si? nie dzia?o a? do 2003 r., za to po pierwszej wygranej sprawie tego rodzaju zleceniodawcy nagle si? o?ywili i liczba spraw gwa?townie wzros?a.

Mo?na przypuszcza?, ?e zjawisko to b?dzie coraz powszechniejsze. Do?? przypomnie?, jak wygl?da?y roszczenia wobec innej grupy zawodowej - lekarzy. Dzisiejsza lawina spraw s?dowych zacz??a si? dopiero po kilku wyrokach skazuj?cych, o których szeroko pisa?a prasa, mimo ?e przepisy ju? od dawna umo?liwia?y wnoszenie takich roszcze?. O procesach wytaczanych t?umaczom zapewne w prasie nie b?dzie si? pisa?, bo temat nie jest tak interesuj?cy dla czytelników jak zdrowie, ale w ?rodowisku ludzi biznesu wiadomo?ci o takich przypadkach roznosz? si? bardzo szybko. Czas wi?c chyba najwy?szy, by poruszy? t? kwesti?, poniewa? w przeciwie?stwie do innych grup zawodowych, takich jak lekarze, adwokaci czy notariusze, t?umacz mo?e bardzo ?atwo sta? si? ofiar? prób zrekompensowania sobie przez klienta faktycznych lub urojonych strat. ?rodowisko osób paraj?cych si? przek?adami jest, jak si? zdaje, zupe?nie nie przygotowane do tego, by stawi? czo?a formalnym roszczeniom materialnym o napraw? szkody z powodu b??du w t?umaczeniu.

Wynika to nie tylko z braku do?wiadczenia, które ogranicza si? najcz??ciej do bardziej lub mniej uporz?dkowanych przepychanek ze zleceniodawc?. Istniej? wed?ug mnie dwie zasadnicze przyczyny takiego stanu rzeczy. Pierwsza to zupe?na nieznajomo?? podstawowych przepisów prawa, po cz??ci wynikaj?ca z niech?ci do zapoznania si? z nimi (tu i ówdzie uwa?anej wr?cz za co? modnego i chwalebnego). Druga - by? mo?e powi?zana z poprzedni? - to lekkomy?lno?? i nieumiej?tno?? przewidywania skutków w?asnego post?powania. Wyra?aj?c t? opini?, nie formu?uj? zarzutu, a jedynie stwierdzam pewien fakt. Jako usprawiedliwienie t?umaczy (zw?aszcza m?odych) mo?na by wspomnie? panuj?cy chaos informacyjny, braki w ogólnym wykszta?ceniu oraz powszechn? utrat? zaufania do skuteczno?ci i praworz?dno?ci organów pa?stwa, jak i do samego prawa. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, ?e ka?dy obywatel w dalszym ci?gu podlega przepisom prawa i mo?e pewnego dnia sta? si? stron? w post?powaniu s?dowym. Warto chyba by? na to przygotowanym. Temu te? celowi s?u?? poni?sze uwagi.

Wi?kszo?? spraw o odszkodowanie za b??dy t?umaczeniowe dotyczy t?umacze? nieuwierzytelnionych, to znaczy wykonanych na u?ytek firm prywatnych, a nie urz?dów. Odnosz? wra?enie, ?e s?dy, prokuratury, urz?dy administracji i notariusze - którzy zreszt? sami sporz?dzaj? mnóstwo dokumentów u?omnych i obci??onych b??dami - z wyrozumia?o?ci? patrz? na b??dy t?umaczy i interpretuj? je tak, by "by?o dobrze" i by nie robi? nikomu k?opotów. Dlatego w sporze przed s?dem s?yszy si? czasem argument broni?cego si? - cz?sto tzw. "do?wiadczonego" - t?umacza, ?e kwestionowany przek?ad jest poprawny, poniewa? wiele podobnych do niego poprzednich t?umacze? uwierzytelnionych nie wzbudza?o ?adnych zastrze?e? urz?dów, s?dów itp. Rozumowanie takie (które zreszt? mog?oby s?u?y? raczej do zilustrowania metod dzia?ania administracji i s?downictwa, a nie jako argument na obron?) wynika z nie?wiadomo?ci t?umacza, ?e zarzuty wcze?niej si? nie pojawi?y nie dlatego, jakoby t?umaczenia by?y poprawne, lecz dlatego, ?e urz?d i tak wiedzia?, o co chodzi i na pomy?ki patrzy? przez palce.

Zgo?a odmienne podej?cie przejawiaj? ludzie biznesu. Mo?na tu wyró?ni? dwie sytuacje. Pierwsza to próba znalezienia "ch?opca do bicia" za niepowodzenia firmy przez ni? sam? zawinione. Znam np. dwa przypadki, w których zarz?d polskiego oddzia?u du?ej firmy zagranicznej pozwa? t?umaczy w nadziei, ?e mo?e uda si? z nich zrobi? koz?ów ofiarnych, co pozwoli?oby polskim dyrektorom nie przyznawa? si? centrali, i? sami pope?nili b??dy (nie umieli poprawnie sporz?dzi? umów handlowych). ?udzi?by si? ten, kto s?dzi?by, ?e w tego rodzaju sytuacji t?umacz ?atwo udowodni przed s?dem sw? niewinno??. Zarz?d sta? przecie? na wynaj?cie najsprytniejszych adwokatów - ostatecznie stawk? w takim procesie nie s? ewentualne koszty poniesione przez firm?, ale dobrze p?atne posady osób dysponuj?cych jej ?rodkami finansowymi... Nietrudno te? zgadn??, ?e - abstrahuj?c od nieczystych zagrywek - renoma mi?dzynarodowej firmy reprezentowanej przez jakiego? tuza polskiej palestry lub ?rodowisk uniwersyteckich zrobi spore wra?enie na s?dzim, który b?dzie bardziej sk?onny da? wiar? argumentom tak powa?nej i pot??nej strony ni? jakiemu? tam t?umaczowi. Z tego powodu t?umacz, który znalaz? si? w roli potencjalnego koz?a ofiarnego, nie mo?e spa? spokojnie z przekonaniem, ?e skoro w t?umaczeniu na pewno nie ma b??du, to prawda sama si? obroni i sprawiedliwo?? zwyci??y. Trudno tu dawa? jakie? bardziej szczegó?owe rady, gdy? w gruncie rzeczy musia?yby one dotyczy? sposobów obrony przed rozmaitymi trikami procesowymi, wyrafinowanymi sposobami dowodzenia i argumentowania stosowanymi przez starych wyjadaczy s?dowych. Na podstawie w?asnego do?wiadczenia móg?bym jedynie zaryzykowa? jedn? podpowied?: trzeba albo korzysta? z pomocy naprawd? sumiennego i dociekliwego adwokata, na którym "tuzy" nie robi? ?adnego wra?enia, albo broni? si? samemu, posi?kuj?c si? ogólnie dost?pn? wiedz? prawnicz? i dora?nie radami fachowców.

Drugi rodzaj sytuacji to pozwy zwi?zane z rzeczywistymi b??dami w t?umaczeniu. W takich przypadkach sprawa najcz??ciej toczy si? nie o to, czy w ogóle pope?niono b??d, ale w jakim stopniu ponosi za to win? sam t?umacz i jakie odszkodowanie b?dzie w?a?ciwe.

Roszczenia pozywaj?cych z regu?y nie ograniczaj? si? do ??dania zwrotu kosztów samego t?umaczenia. (Spory o zwrot wynagrodzenia za t?umaczenia - jak si? zdaje - w ogóle nie trafiaj? do s?dów, bo strony za?atwiaj? to mi?dzy sob?). Cz??? roszcze? dotyczy spraw stosunkowo drobnych, np. rekompensaty nak?adów, jakie zleceniodawca poniós? bezcelowo wskutek b??du w t?umaczeniu. Chodzi tu np. o koszty druku i dystrybucji folderów reklamowych, które zawieraj? b??dne informacje i z tego wzgl?du nadaj? si? tylko na makulatur?. Nie s? to bynajmniej kwoty nieznaczne (cho? niewielkie w porównaniu z roszczeniami, o których powiemy dalej), jako ?e najcz??ciej wielokrotnie przekraczaj? warto?? samego t?umaczenia i mniej zasobnego t?umacza mog? po prostu zrujnowa?.

Zdarzaj? si? równie? sprawy (w mojej statystyce jest to ok. 30% przypadków) o naprawd? du?e odszkodowania, które maj? pokry? wszystkie straty firmy - faktyczne lub domniemane (np. utracone zyski, utrat? dobrego imienia i warto?ci firmy). Dodajmy, ?e pozwy tego rodzaju cz?sto s? wnoszone dopiero po d?u?szym czasie, wskutek czego roszczenie obejmuje dodatkowo nale?ne odsetki, straty po?rednie itp. Sprawy si?gaj?ce kilka lat wstecz s? najcz??ciej skutkiem tego, ?e do transakcji, w której korzystano z b??dnego t?umaczenia, w??czy?y si? ex post strony trzecie - b?d? to urz?dy (urz?dy skarbowe, organy planowania przestrzennego, obrót nieruchomo?ciami), b?d? strony, które dokonywanymi transakcjami poczu?y si? pokrzywdzone. Znane mi s? np. cztery sprawy, w których w umowie kupna b??dnie przet?umaczono klauzul? przej?cia przez sprzedawc? odpowiedzialno?ci z tytu?u ewentualnych roszcze? stron trzecich, wskutek czego, gdy strony te dowiedzia?y si? o transakcji i zrobi?y awantur?, skutki ich roszcze? - si?gaj?cych ceny ca?ej nieruchomo?ci, wartej kilka milionów z?otych - spad?y na nabywc?, ten za? za??da? ich pokrycia od t?umacza jako osoby winnej b??du. Je?eli kto? s?dzi, ?e na wypadek takiej sytuacji wystarczy si? ubezpieczy? na kwot? 100 tys. z?, srodze si? pomyli.

Mniej wi?cej od trzech lat zauwa?am te?, ?e urz?dy skarbowe coraz baczniej przygl?daj? si? umowom handlowym i w razie w?tpliwo?ci co do poprawno?ci t?umaczenia zlecaj? we w?asnym zakresie ponowne t?umaczenie oryginalnego tekstu. Je?li ten nowy przek?ad wskazuje, i? transakcje umowne powinny by? inaczej opodatkowane, podatnik wpada w tarapaty. Warto zaznaczy?, ?e urz?d skarbowy ma prawo do kontroli dokumentów za kilka lat wstecz, zatem w przypadku ??dania przez zleceniodawc?, by to t?umacz pokry? ewentualne straty finansowe, równie? mog? do nich zosta? doliczone ustawowe odsetki.

W tego rodzaju sprawach s?d bada, czy t?umacz w ogóle pope?ni? b??d, a je?eli b??d ten zostanie dowiedziony przez pozywaj?cego, ustala si? stopie? winy t?umacza oraz straty poniesionie przez pozywaj?cego wskutek tego? b??du. Wysoko?? zas?dzonego odszkodowania zale?y nie tylko od wysoko?ci roszczenia, ale w ogromnym stopniu równie? od oceny odpowiedzialno?ci samego t?umacza za powstanie b??du.

Na tre?? wyroku wp?ywa bardzo wiele aspektów i okoliczno?ci. Inna b?dzie odpowiedzialno?? t?umacza, który bezkrytycznie zgodzi? si? wykona? spore t?umaczenie w bardzo krótkim terminie, bo skusi?a go niezwykle atrakcyjna stawka, a inna takiego, który w identycznym przypadku poczyni? wobec zleceniodawcy (i potrafi przedstawi? odpowiednie dokumenty) zastrze?enie, ?e np. pracuj?c w ??danym tempie nie mo?e da? gwarancji jako?ci i absolutnej bezb??dno?ci t?umaczenia. Inaczej s?d spojrzy na t?umacza, który nie mia? ?adnych uwag do oddawanego tekstu, a inaczej na takiego, który co prawda przyj?? b??dn? - w danej sytuacji - interpretacj? jakiej? klauzuli, ale przekazuj?c t?umaczenie zleceniodawcy wskaza? swoje w?tpliwo?ci wynikaj?ce z b??dów lub braków orygina?u.

Na podstawie spraw, które przewin??y si? przez moje r?ce, pozwol? sobie sformu?owa? kilka rad praktycznych:

1. Nie nale?y przyjmowa? tekstów z dziedzin, o których si? nie ma poj?cia. Niestety, rozmowy w?ród t?umaczy (chocia?by prowadzone na listach dyskusyjnych) dowodz?, ?e nieprzestrzeganie tej zasady jest praktyk? nagminn?. Bierze si? wszystko, co wpadnie w r?ce, nie zastanawiaj?c si?, ?e ryzyko pope?nienia mimowolnego b??du w takiej sytuacji jest ogromne. Kiedy? zadano mi pytanie: "Co to w ko?cu jest ten estoppel, bo ju? kilka razy to mia?am w umowach, które t?umaczy?am, i w?a?ciwie do dzi? nie wiem, co to znaczy". A zatem kilka t?umacze? z owym niezrozumia?ym estoppelem ju? posz?o do zleceniodawcy... Trudno tego nie uzna? co najmniej za lekkomy?lno??.

Minimum orientacji np. w dziedzinie prawa i ekonomii daje lektura - koniecznie nie tylko w j?zyku polskim, ale i obcym - kilku ksi??ek na poziomie elementarnego kursu uniwersyteckiego, podstawowych kodeksów i ustaw oraz autentycznych dokumentów - równie? w obu j?zykach. W przypadku t?umacze? technicznych (które nie s? moj? specjalno?ci?) zapewne niezb?dne b?dzie zapoznanie si? z podstawami wiedzy w danej dziedzinie techniki, ale tak?e z autentycznymi dokumentami i pismami, by opanowa? ?argon ?rodowiskowy. Na przyk?ad pozwolenia budowlane i decyzje ws. warunków zabudowy urz?dnicy pisz? cz?sto okropnym j?zykiem, którego nie sposób poprawnie t?umaczy? bez znajomo?ci dok?adnego znaczenia ka?dego ?argonowego wyra?enia i jego odpowiednika w "cywilizowanym" rejestrze j?zyka docelowego.

2. W przypadku w?tpliwo?ci interpretacyjnych, to znaczy wówczas, gdy tekst ?ród?owy nie jest jednoznaczny, a kontekst i sytuacja nie daj? jednoznacznej odpowiedzi lub nie s? dostatecznie znane, by orzec, jak dane sformu?owanie nale?y rozumie?, t?umaczenie nale?y opatrzy? zastrze?eniem, ?e jest to jedna z mo?liwych interpretacji, ale wobec braku bli?szych informacji t?umacz nie mo?e gwarantowa? jej poprawno?ci. Tego rodzaju zastrze?enia albo w ogóle znosz?, albo znacznie ograniczaj? odpowiedzialno?? t?umacza za ewentualny b??d interpretacyjny. Poniewa? zamieszczanie takich uwag przez t?umaczy zdarza si? w praktyce bardzo rzadko, ci, którzy by nawet chcieli tak post?powa?, obawiaj? si?, ?e zostanie to odczytane jako dowód ich niskich kwalifikacji i niekompetencji zawodowej. Postaw? t? mo?na oczywi?cie zrozumie?, ale trzeba by? ?wiadomym, ?e w ten sposób drastycznie zwi?ksza si? ryzyko poniesienia pe?nej odpowiedzialno?ci za ewentualny b??d - tym bardziej, im mniejsze rozeznanie ma si? w danej dziedzinie.

Ryzyko b?dzie jeszcze wy?sze, gdy t?umacz nie b?dzie dysponowa? ?adnymi dowodami na to, ?e przed oddaniem t?umaczenia usi?owa? spraw? skonsultowa? ze swoim klientem. Nieudzielenie wyja?nie? przez zleceniodawc? przenosi bowiem na niego cz??? odpowiedzialno?ci w razie ewentualnego b??du. Niestety, tak?e takie post?powanie jest równie rzadkie jak wspomniane wy?ej zamieszczanie w t?umaczeniu komentarzy.

3. Mówi?c o b??dach interpretacyjnych, warto mo?e wspomnie?, ?e t?umacze przedstawiaj?cy argumenty na swoj? obron? cz?sto nie umiej? rozró?ni? pomi?dzy ?ród?ami wiedzy autorytatywnymi i fachowymi a popularnymi i niemiarodajnymi. Znam przypadek, w którym t?umacz, by wykaza? swoj? niewinno??, powo?ywa? si? na odpowiedzi, jakie uzyska? od innych t?umaczy w której? z grup dyskusyjnych. Taki "dowód" niestety z regu?y nie zmniejsza odpowiedzialno?ci t?umacza, poniewa? osoba, która mu udzieli?a nietrafnej rady, nie jest stron? post?powania i najcz??ciej nie sposób te? uzna? jej za autorytatywne ?ród?o wiedzy. W znanej mi sprawie t?umacz, który wda? si? w d?ugi spór z s?dzi?, w ko?cu us?ysza?, ?e "o napraw? szkody z powodu z?ej porady mo?e sobie pozwa? swojego doradc?, a tu odpowiada za w?asne t?umaczenie". Innymi s?owy, wiedza potoczna, obiegowe opinie, fakt, ?e "tak si? utar?o", "wszyscy tak t?umacz?" (zazwyczaj zreszt? ?atwo wykaza?, ?e nie wszyscy) itp. nie stanowi? ?adnego argumentu. Sytuacj? w tym wzgl?dzie utrudnia coraz ni?szy poziom wydawnictw leksykograficznych (w tym materia?ów dost?pnych w Internecie). Bardzo cz?sto dociekliwy przeciwnik mo?e z ?atwo?ci? dowie??, ?e przywo?ywane przez t?umacza "autorytatywne ?ród?o" zawiera tyle skandalicznych b??dów, i? nie sposób go uzna? za miarodajne. Nie pomog? tu nawet - jak?e cz?sto zamieszczane w stopkach tych bezwarto?ciowych publikacji - nazwiska sk?din?d uznanych fachowców, którzy za jakim? tam wynagrodzeniem zgodzili si? firmowa? owe wydawnictwa, nie sprawdziwszy dok?adnie, pod czym si? podpisuj?. Przed s?dem "konsultanci" ci z ?atwo?ci? mog? si? wykr?ci? od odpowiedzialno?ci za tre?? danego dzie?a. Samo opublikowanie ksi??ki jest bowiem tylko faktem rynkowym i w ?adnym wypadku nie gwarantuje jej wysokiego poziomu. Nie znaczy to oczywi?cie, ?e nie istniej? publikacje (w tym s?owniki) rzeczywi?cie solidnie opracowane i powszechnie uznawane za miarodajne. Wa?nym kryterium jest tu opinia, jak? dane dzie?o cieszy si? w?ród specjalistów zarówno w Polsce, jak i w kraju j?zyka ?ród?owego czy docelowego.

4. Teksty t?umacze? dor?czone zleceniodawcy i teksty ?ród?owe nale?y przechowywa? przez ca?y okres, którego mog? dotyczy? ewentualne roszczenia. W pewnym znanym mi przypadku zleceniodawca odda? spraw? do s?du po dwóch latach od sporz?dzenia t?umaczenia umowy, opieraj?c si? na wersji ostatecznie podpisanej z kontrahentem, któr? po drodze kto? zmieni?. T?umacz wybroni? si?, poniewa? udowodni?, ?e jego wersja t?umaczenia wygl?da?a inaczej. Innej sprawy o podobnym charakterze niestety nie uda?o si? wygra?, bo cho? t?umacz twierdzi?, ?e kwestionowane t?umaczenie nie zosta?o przez niego wykonane i wskazywanego b??du nie móg?by pope?ni?, nie by? jednak w stanie przed?o?y? ?adnych dowodów na poparcie swych twierdze?.

5. Nale?y przechowywa? tak?e ca?? dokumentacj? i dowody wymiany informacji (np. korespondencj?) ze zleceniodawc?. Zdarzy?o si? np., ?e pewna firma zleci?a t?umaczenie ogromnej umowy, zastrzegaj?c w zleceniu pomini?cie kilku fragmentów, które mia?y by? jeszcze przedmiotem negocjacji. Potem niektóre z tych fragmentów dot?umaczy? ten sam t?umacz, reszt? za? inna osoba, która niestety pope?ni?a b??dy. Zleceniodawca o?wiadczy? w s?dzie, ?e ca?? prac? wykona? wy??cznie pozwany t?umacz, na dowód czego okaza? faktur?, któr? ten?e nierozwa?nie wystawi? za "t?umaczenie umowy", bez wnikania w szczegó?y uzgodnie?. Poniewa? t?umacz nie by? w stanie przed?o?y? na sw? obron? ani oryginalnego zlecenia, ani pó?niejszej korespondencji z firm?, spraw? przegra?.

6. Nie mo?na myli? procesu cywilnego z karnym. Zasada domniemanej niewinno?ci, w my?l której wszelkie w?tpliwo?ci interpretuje si? na korzy?? oskar?onego, bezwzgl?dnie obowi?zuje tylko w procesie karnym (chocia? od kiedy zmieniono kodyfikacj? procedury karnej i kodeksu karnego, niczego ju? w?a?ciwie nie mo?na by? pewnym - tak?e w?asnej niewinno?ci...). W post?powaniu cywilnym - zw?aszcza po ostatnich zmianach w Kodeksie cywilnym i Kodeksie post?powania cywilnego - ci??ar dowodzenia swoich racji spoczywa niemal wy??cznie na stronach procesu. Gdy przeciwnikiem jest du?a firma z adwokatem w rodzaju prof. Widackiego, o wygran? mo?e by? bardzo trudno.

Skutki pomylenia procedury cywilnej z karn? mog? by? fatalne. Zdarza si?, ?e t?umacz - przekonany o poprawno?ci wykonanego przez siebie t?umaczenia - staje przed s?dem zupe?nie nieprzygotowany. Na sw? obron? ma jedynie jakie? fragmentaryczne dowody, w czym nie widzi powodów do niepokoju, bo przecie? skoro nie jest winien, to jego winy dowie?? si? nie da. Niestety, druga strona korzysta z us?ug sprytnego i wyp?ywowego adwokata, potrafi?cego dowie?? rzeczy, które wprawdzie dla pozwanego s? niewyobra?aln? bzdur?, ale w ocenie s?du nie budz? ?adnych w?tpliwo?ci. Dlatego brak przygotowania i bierna postawa nies?usznie oskar?onego t?umacza mo?e spowodowa?, ?e ku swemu zdumieniu zostanie on uznany za winnego i s?d naka?e mu wyp?aci? odszkodowanie.

7. W korespondencji ze zleceniodawc?, zw?aszcza z chwil? zaistnienia jakichkolwiek kontrowersji (zanim jeszcze spór z t?umaczem przeistoczy si? w formalne post?powanie s?dowe), nale?y bardzo wa?y? s?owa. Nie wspomina?bym o tym, bo to truizm - s?owa zawsze trzeba wa?y? - gdybym nie widzia? na w?asne oczy dziesi?tków lekkomy?lnych i nierozwa?nych stwierdze? pojawiaj?cych si? w korespondencji mi?dzy t?umaczami a zleceniodawcami. Trzeba pami?ta?, ?e ma ona charakter oficjalny i mo?e pos?u?y? jako dowód w ewentualnym procesie cywilnym. Znam przypadek, w którym znerwicowana t?umaczka, odpowiadaj?c na reklamacj? klienta, dobrodusznie - i zgodnie z prawd? - napisa?a w mailu, ?e jest przem?czona, zaharowana i sama nie wie, jak si? nazywa (a do tego ma trudne dziecko i niezno?nego psa). Adwokat drugiej strony doskonale wiedzia?, jak takie o?wiadczenie wykorzysta?...

8. W odniesieniu do t?umacze? literackich, obci??onych prawami autorskimi, trzeba pilnowa? poprawno?ci obrotu tymi prawami, tzn. sprawdza?, czy t?umaczenie i jego udost?pnienie nie narusza praw lub woli autora dzie?a pierwotnego. Z praktyki innych osób znam taki oto przypadek: t?umacz wykona? - sk?din?d ?adny - przek?ad eseju i ksi??ki jednego ze znanych autorów, zaproponowa? wydawcy publikacj? i podpisa? z nim umow?, w której by?y zawarte wszystkie standardowe gwarancje, m.in. ta, ?e przed?o?one t?umaczenie nie narusza praw osób trzecich. Pech chcia?, ?e autor orygina?u zastrzeg? wy??czno?? na udost?pnianie t?umacze? swoich dzie? na rzecz innej osoby ni? ów wydawca. T?umacz, pozwany przez wydawc?, bezskutecznie wyja?nia? potem w s?dzie, ?e "nie orientowa? si?", a pod stwierdzeniem, i? jego "t?umaczenie nie narusza praw osób trzecich", podpisa? si?, poniewa? przek?ad wykona? osobi?cie, jest zatem jego wy??cznym dysponentem.

9. Wydawa? by si? mog?o, ?e p?ynie z tego wszystkiego jeden logiczny wniosek: od w?asnych b??dów warto si? ubezpieczy?. Powstrzymam si? jednak od jednoznacznego sformu?owania takiego postulatu, gdy? w moim przekonaniu najpierw trzeba przede wszystkim wiedzie?, jak owych b??dów unika? i jak chroni? si? przed ich konsekwencjami, a dopiero w dalszej kolejno?ci mo?na rozwa?y? op?acenie sobie ostatniej deski ratunku, jak? mog?aby by? polisa ubezpieczeniowa. Takie podej?cie jest i roztropniejsze, i ta?sze. Zagadnienia ubezpieczeniowe wykraczaj? zreszt? poza tematyk? niniejszego tekstu, nie b?d? zatem nikogo ani namawia? do ubezpieczania si?, ani odwodzi? od tego pomys?u. Zasygnalizuj? w tym miejscu tylko jedn? istotn? spraw?: zanim podpisze si? umow? z firm? ubezpieczeniow? (czy jak?kolwiek inn?), trzeba podsuni?ty dokument bardzo, ale to bardzo uwa?nie przeczyta?. Firmy ubezpieczeniowe jak ma?o kto potrafi? w swych umowach (a tak?e przeró?nych regulaminach, umowach ogólnych itp., stanowi?cych integraln? cz??? polisy) ukry? postanowienia, które z ubezpieczonego czyni? swoistego "darczy?c?" tych?e firm.

Zapewne mo?na by tu dorzuci? jeszcze kilka innych spostrze?e? i rad, ale i te - mam nadziej? - wystarcz?, by da? do my?lenia kole?ankom i kolegom t?umaczom, zw?aszcza m?odym. Wszystkim ?ycz? pracy bez b??dów, a je?eli ju? si? takowe zdarz?, dobrego przygotowania do obrony przed ich konsekwencjami.


© by Marek Czerski 2006


 
poradkk

T?umaczenie filmów

S?ownik budowlany