Serwis Tłumacza


Strona główna arrow W kwestii formalnej arrow Jak nie dać się oszukać Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail

Jak nie dać się oszukać


W polskiej gospodarce obowiązują niestety prawa dżungli i rynek tłumaczeń nie jest tu wyjątkiem. Wcześniej czy później każdy tłumacz zetknie się z nieuczciwym zleceniodawcą, który na przykład będzie próbował mu nie zapłacić za wykonaną pracę, zapłacić mniej, niż zostało uzgodnione, lub też zapłacić z jak największym opóźnieniem (czyli zaciągnąć u niego nieoprocentowany kredyt). Najczęstszym wybiegiem jest kwestionowanie jakości dostarczonego tłumaczenia, za co arbitralnie potrąca się część należnego wynagrodzenia, albo - w przypadku biur tłumaczeń - twierdzenie, że niezadowolony z poziomu merytorycznego bądź np. niestosowania wymaganej terminologii był klient i że to on zażądał obniżenia ceny za usługę. Naturalnie, może to być prawdą, dlatego bardzo ważne jest precyzyjne określenie w podpisywanej umowie warunków przyjęcia lub odrzucenia tłumaczenia, obowiązku korzystania z dostarczanych przez klienta glosariuszy, sposobu wprowadzania ewentualnych poprawek itp.

Innego rodzaju oszustwo wiąże się z dość powszechną praktyką sprawdzania umiejętności nowego tłumacza w oparciu o wykonany przezeń nieodpłatnie przekład próbny. W przypadku osób, które nie mogą się jeszcze wykazać istotniejszym dorobkiem translatorskim, jest to zrozumiała metoda wstępnej selekcji i sama w sobie nie powinna budzić podejrzeń. Czujność należy natomiast zachować, jeśli przysłana próbka ma zaskakująco dużą objętość. Aby ocenić kandydata, w zupełności wystarczają 2-3 krótkie teksty z różnych dziedzin (każdy o długości około jednej strony obliczeniowej). Jeżeli ktoś żąda, by za darmo przetłumaczyć mu od razu kilkadziesiąt stron, lepiej dać sobie spokój. Wcale nierzadkim procederem jest bowiem rozsyłanie chętnym w charakterze "próbek" np. kolejnych rozdziałów książek, odrzucanie otrzymanych tłumaczeń jako rzekomo kiepskich, a następnie wydawanie wszystkiego pod fikcyjnym nazwiskiem. Więcej na ten temat można znaleźć np. na forum Wydawnictwa i ich obyczaje, a także w poradniku Pawła Pollaka "Jak wydać książkę".

Ryzyka przy podejmowaniu współpracy z nieznanym biurem tłumaczeń, wydawnictwem czy innym podmiotem gospodarczym nie da się oczywiście uniknąć, można je jednak ograniczyć. Przy każdym zleceniu dłuższym niż kilka stron sprawą podstawową jest podpisanie z klientem umowy, która prócz elementów wymienionych już wyżej (i rzecz jasna ceny) powinna także określać termin oddania tłumaczenia oraz uregulowania należności za nie. Przed złożeniem podpisu umowę trzeba zawsze dokładnie przestudiować (co zresztą jest regułą uniwersalną), zwracając uwagę na to, czy w równym stopniu uwzględnia ona interesy tłumacza i zleceniodawcy. W razie zakwestionowania gotowego tłumaczenia należy poprosić o przedstawienie na piśmie szczegółowej listy zarzutów. Wszelkie dokumenty tego rodzaju przydadzą się, gdyby z żądaniem uregulowania płatności trzeba było wystąpić na drogę sądową.

Z drugiej strony nie należy też popadać w paranoję. Mimo wszystko nie brakuje w Polsce uczciwych firm, które dotrzymują zobowiązań i płacą za wykonaną pracę. Najlepiej kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Nie każde groźnie brzmiące sformułowanie w umowie, niewielkie opóźnienie przelewu czy brak odpowiedzi na listy musi oznaczać, że mamy do czynienia z próbą oszustwa. Często w grę może wchodzić zwykłe przeoczenie, bałagan czy niewiedza (nawet duże firmy nie zawsze orientują się np. w niuansach prawa autorskiego). Zleceniodawcy wystawia to co prawda nie najlepsze świadectwo, nie jest jednak powodem do wszczynania alarmu i szukania adwokata. Być może mam niebywałe szczęście, ale w ciągu kilkunastu lat tylko dwa razy musiałem się upominać o należne wynagrodzenie, w obu przypadkach zresztą niewielkie i wypłacone z przeprosinami po pierwszym telefonie z mojej strony. Znacznie częściej zdarzało mi się za to otrzymywać od klientów spore zaliczki. W pionierskich wczesnych latach 90. bywało zaś tak, że w nawale pracy zaległe umowy podpisywałem dopiero po odebraniu zapłaty. Co nie znaczy oczywiście, że kogokolwiek zachęcam do takiej beztroski.

Nawiązując współpracę z nowym klientem, warto sprawdzić, jakie doświadczenia mieli z nim inni tłumacze. Bardzo pomocne są tu listy dyskusyjne, zwłaszcza Płatności-Problemy-Tłumacze. Na liście tej obowiązuje zasada (której przestrzegania pilnuje czujny moderator), że przy zadawaniu pytań o czyjąś wiarygodność, jak i udzielaniu odpowiedzi na nie należy zawsze podawać swoje dokładne dane (imię, nazwisko i adres). Ma to zapobiegać np. oczernianiu konkurencji i w praktyce jest chyba skuteczne. Warto podkreślić, że pewne nazwy (zwłaszcza biur tłumaczeń) i nazwiska "trudnych" klientów, którzy notorycznie wymigują się od płacenia, zbywając tłumaczy opowieściami o zatorach płatniczych, chorobach, wyjazdach, nagłych wydatkach itp., pojawiają się na tej liście dość regularnie, niestety często w smutnych opowieściach z gatunku "I co ja mam teraz zrobić?". Na szczęście przybywa też pytających, którzy wolą być mądrzy przed szkodą.


© by Arkadiusz Belczyk 2004

 
poradkk

Tłumaczenie filmów

Słownik budowlany