Serwis Tłumacza


Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail

PWN-OxfordWielki słownik angielsko-polski PWN-Oxford


Ocena: 8/10

 

I oto po latach oczekiwań angliści, tłumacze i zwykli użytkownicy mogą wreszcie sięgnąć po nowy Wielki słownik angielsko- polski, by zastąpić nim poczciwego, ale niemiłosiernie przestarzałego Stanisławskiego. Bez przesady uznać to należy za prawdziwą rewolucję leksykograficzną na polskim rynku.

Tekst angielski oparto na materiale dostarczonym przez renomowane wydawnictwo Oxford University Press i na każdym kroku widać, że rzeczywiście jest to słownik angielszczyzny współczesnej - tej, która dociera do nas za pośrednictwem prasy, książek, filmów, telewizji satelitarnej i internetu. Obficie reprezentowane są więc w słowniku PWN-Oxford na przykład tak dziś popularne przysłówki zdaniowe (understandably, admittedly, surprisingly itd.), których próżno szukać u Stanisławskiego, przymiotniki odrzeczownikowe zakończone na -y (wszystkie te cheesy, goofy, artsy, quirky, glitzy), nie mówiąc o tysiącach najrozmaitszych potocznych wyrażeń (low-key, low-profile, bottom line, cutting edge) i bardziej fachowych terminów (hot spot, ozone-friendly, corporate raider).

Słownik liczy niemal 1400 stron (plus sto dodatkowych, składających się na wstęp) i wedle informacji podanej na obwolucie zawiera "ponad 500.000 angielskich jednostek leksykalnych". Jak to się ma do deklarowanych przez Stanisławskiego "ponad 100.000 wyrażeń, wyrazów i zwrotów", trudno powiedzieć, bo na oko objętość obu słowników jest zbliżona. Z kolei w grubszym przynajmniej o połowę oryginalnym The New Oxford Dictionary of English (dostępnym w Polsce) zmieściło się tylko "350,000 words, phrases, and definitions", choć jak łatwo sprawdzić, jest w nim wiele haseł, których słownik PWN-Oxford nie uwzględnia.

Nowy Wielki słownik angielsko-polski nie jest niestety wolny od błędów. Dotyczy to zwłaszcza proponowanych polskich odpowiedników, które bywają niekiedy bardzo niedokładne albo i ewidentnie złe. Oto garść przykładów:

  • birthrate (swoją drogą oryginalny Oxford podaje pisownię rozłączną birth rate) przetłumaczono, powtarzając błąd Stanisławskiego, jako "przyrost naturalny". Obok co prawda autorzy uwzględniają też poprawne "wskaźnik urodzeń", ale nie są to przecież pojęcia synonimiczne - jak informują choćby encyklopedie tegoż PWN, "przyrost naturalny" to "różnica między liczbą urodzeń a liczbą zgonów", czyli birth rate minus death rate w ciągu roku;

  • cover story odnosi się do artykułu nie "z pierwszej strony", ale "anonsowanego na okładce", czyli po prostu "głównego". Okładka czasopisma jest nienumerowana, a na pierwszej stronie zazwyczaj zamieszcza się reklamy albo spis treści (tak jest np. w "Newsweeku");

  • date rape to nie "gwałt dokonany przez osobę znaną ofierze", bo wówczas trzeba by pod to podciągnąć także np. kazirodztwo. Oryginalny słownik oksfordzki definiuje to przestępstwo jako "rape by a person that the victim is dating", chodzi więc raczej o "gwałt na randce";

  • disabled access nie ogranicza się do "podjazdu dla wózków inwalidzkich", bo może także oznaczać np. windę; często zresztą sformułowanie to używane jest w ogólnym znaczeniu "dostępności (jakiegoś obiektu) dla osób niepełnosprawnych";

  • drumstick to nie "udko kurczaka", ale co najwyżej "podudzie" (do kolana), czyli po prostu "nóżka";

  • G spot co najmniej od czasów Wisłockiej nazywamy "punktem G" (słownik proponuje zamiast tego jakieś bliżej nieokreślone "czułe miejsce");

  • hot key przyjęło się nazywać po polsku "skrótem klawiszowym"; sugerowany przez słownik "gorący klawisz" to kalka językowa z żargonu informatyków;

  • polskim odpowiednikiem Jacobean nie jest "jakobicki", ponieważ przymiotnik ten odnosi się do zwolenników Jakuba II (jakobitów), a Jacobean do Jakuba I i, o ile mi wiadomo, można go tłumaczyć tylko opisowo ("z czasów Jakuba I"); "jakobicki" zaś to po angielsku Jacobitical;

  • Oz oznacza nie tylko "Australię", ale także "Australijczyka" i "australijski"; no i na pewno wymawia się to zupełnie inaczej, niż twierdzi słownik;

  • satellite receiver to nie to samo co satellite dish; wszystkie dostępne mi słowniki zgodnie podają definicję: "a receiver on a communications satellite";

  • czasownik wank istotnie znaczy onanizować się, czego synonimem nie jest jednak ciągnąć druta. Temu pierwszemu zajęciu ludzie oddają się bowiem najczęściej w samotności, natomiast druga czynność z definicji wymaga ust, a więc - z przyczyn anatomicznych - udziału drugiej osoby (wyznanie Cezarego Pazury w Uprowadzeniu Agaty, jakoby był w tej dziedzinie samowystarczalny, trzeba raczej włożyć między bajki).

W hasłach blue chip i market leader straszą z kolei piętnowane przez Słownik poprawnej polszczyzny kalki "*wiodące przedsiębiorstwo" i "*produkt wiodący".

Słowo gizmo zostało wyjaśnione jako "ustrojstwo", a pizzazz jako "szwung". Sęk w tym, że dalej nie bardzo wiadomo, o co chodzi, bo takich terminów nie podaje ani Słownik języka polskiego (z suplementem), ani najnowsze słowniki wyrazów obcych, łącznie z internetowym Kopalińskim. Choć to i tak nic w porównaniu z takim oto zadziwiającym hasłem: correction fluid = correction fluid. Albo z sugestią, jakoby tryst wymawiało się tak jak trundle bed (a trundle bed tak jak tryst).

Niefortunny zapis in the late 50's/the Middle Ages (w haśle late) sugeruje, że poprawna jest forma *in the late the Middle Ages; poza tym "lata pięćdziesiąte" to po angielsku the '50s (z apostrofem na początku). W haśle standard sformułowanie EC standards przetłumaczono jako "normy Unii Europejskiej", z czego można wywnioskować, że EC oznacza Unię Europejską, gdy tymczasem chodzi o jej poprzedniczkę - Europejską Wspólnotę Gospodarczą. Z kolei w haśle Suez ze słówka also wynika, jakoby "kryzys sueski" miał dwa angielskie odpowiedniki: Suez lub the Suez crisis.

W haśle exactly zabrakło wykrzyknikowego użycia tego słowa (w znaczeniu "właśnie!"), zupełnie nie wiem natomiast, po co zamieszczono hasło girl power. Czy naprawdę przemyślenia jakiejś sezonowej gwiazdki popkultury zasługują na popularyzację w tak poważnym wydawnictwie?

Jeśli trochę poszperać, w słowniku można też znaleźć błędy ortograficzne: Gaza strip (powinno być Gaza Strip), Venetian blind (oryginalny Oxford podaje venetian blind - ale może to on się myli?), parkinsonism (powinno być Parkinsonism), Konwencja Genewska (w haśle violation; powinno być konwencja genewska), Minister Obrony Narodowej (powinno być minister obrony narodowej), Pustynia Gobi (poprawnie: pustynia Gobi), Kościół Anglikański (w kilku hasłach; poprawnie: Kościół anglikański), unia w haśle Unionism na określenie północnych stanów walczących z Konfederacją Południa (powinno być Unia), civil war w haśle Union (powinno być Civil War, bo chodzi o konkretną wojnę), developer (któremu wg autorów odpowiada po polsku równocześnie "developer" i "firma deweloperska"), koktail (w haśle old-fashioned) obok koktajl (w haśle cocktail), Oksford w haśle Oxford obok Miss Oxfordu w haśle Miss, przymiotnikowe state of the art (zamiast state-of-the-art - pisownia bez łączników powoduje, że elementem określającym jest tylko rzeczownik art, a nie całe wyrażenie). Chluby korektorom nie przynoszą też zniekształcone i brakujące w części nakładu polskie czcionki na str. 777 i 778.

Dość humorystycznie brzmi również wzmianka o tym, jak to Brytyjczycy udostępnili swym kolegom z PWN materiały do opracowania słownika "w formie rękopisów". Wydawałoby się, że w dobie komputerów żadne szanujące się wydawnictwo nie chce przyjmować już nawet tradycyjnego maszynopisu, a tu taka niespodzianka.


Przy tak dużej skali przedsięwzięcia mimo wszystko są to tylko drobne wpadki, które wyliczam tu nie ze złośliwości, ale z nadzieją, że zostaną poprawione w następnym wydaniu. Wielki słownik angielsko-polski PWN-Oxford jest naprawdę dobry i powinien znaleźć się na półce każdego tłumacza języka angielskiego. Tym bardziej, że na konkurenta porównywalnej wielkości pewnie znowu przyjdzie nam czekać wiele lat.

czerwiec 2002


PS (styczeń 2003)
W ciągu pół roku od napisania powyższej recenzji liczba dostrzeżonych błędów zbliżyła się do setki, w związku z czym postanowiłem zebrać je osobno jako Poprawki i uzupełnienia do Wielkiego słownika angielsko-polskiego PWN-Oxford. Zapraszam do lektury.

PS 2 (październik 2003)
Jak wyjaśniła mi przemiła redaktorka (która okazała się zresztą moją dawną studentką), materiały do opracowania słownika naprawdę miały w większości formę rękopisu, a ściśle mówiąc wypełnionych odręcznie (i bardzo często nieczytelnych) tabel formatu A-4 z rozbiciem poszczególnych haseł na odrębne kategorie semantyczne. I jak tu uwierzyć w wizje roztaczane przez entuzjastów postępu technicznego...

PS 3 (marzec 2004)
Liczba poprawek i uzupełnień przekroczyła 130. Nie pozostaje nic innego jak obniżyć ocenę słownika, podnieść ją zaś w przypadku słownika Fundacji Kościuszkowskiej, który okazuje się znacznie solidniej opracowany.

PS 4 (lipiec 2004)
Zobacz też obszerną recenzję porównawczą słowników Fundacji Kościuszkowskiej i PWN-Oxford w Translation Journal.



© by Arkadiusz Belczyk 2002
 
poradkk

Tłumaczenie filmów

Słownik budowlany