Serwis Tłumacza


Make Text BiggerMake Text SmallerReset Text Size
Drukuj E-mail

StanisławskiJan Stanisławski
Wielki słownik angielsko-polski


Ocena: 5/10



Parafrazując klasyczną definicję konia według ks. Chmielowskiego, można by powiedzieć, że Stanisławski jaki jest, każdy wie, a recenzowanie słownika obecnego na rynku od pół wieku najzwyczajniej nie ma sensu. To prawda - dlatego nie będzie to recenzja w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale raczej refleksja wieloletniego użytkownika.

Na tym dwutomowym dziele wychowało się kilka pokoleń Polaków uczących się angielskiego, w miarę upływu lat coraz bardziej sfrustrowanych jego nieuchronną dezaktualizacją i brakiem jakiegokolwiek następcy. O błędach i nieścisłościach leksykalnych, wynikających przecież nie tylko z naturalnej ewolucji języka, ale i zwykłych pomyłek autora, pisano artykuły i prace naukowe. Dziś, kiedy wreszcie pojawił się nowy Wielki słownik angielsko-polski, wielu z ulgą i radością uzna zapewne, że Stanisławskego można już wyrzucić na śmieci albo schować w najdalszy kąt biblioteki. Choć sam wielokrotnie irytowałem się tym, co proponował mi (a jeszcze częściej - czego mi nie proponował) Jan Stanisławski, chciałbym przestrzec przed takim myśleniem.

Faktem jest, że nowy słownik PWN-Oxford bije Stanisławskiego na głowę pod względem aktualności i przydatności w codziennej pracy, jest też poręczniejszy w użyciu i ma bardziej przejrzysty układ. Warto jednak pamiętać, że dla tłumacza "aktualność" nie zawsze musi być wartością samą w sobie. Nierzadko przecież tłumaczyć trzeba wcale nie teksty napisane tydzień czy rok temu, ale znacznie starsze lub choćby do takich staroci się odwołujące. A wtedy wiekowy Stanisławski okazuje się cennym sojusznikiem. Tylko tam można łatwo sprawdzić, jak zwały się po polsku rozmaite zapomniane już dziś przedmioty codziennego użytku, części garderoby, instrumenty muzyczne, pojazdy, obyczaje... Oczywiście - nauczeni doświadczeniem - wiemy, że wiadomości tych nigdy nie należy przyjmować bezkrytycznie i każdy proponowany termin wymaga dodatkowej weryfikacji w innych źródłach, ale przynajmniej jest od czego zacząć poszukiwania. Tak więc Stanisławski nieodwołalnie odchodzi na emeryturę, ale i w roli emeryta może mieć jeszcze sporo do powiedzenia, warto więc trzymać go nadal pod ręką.

Kilka słów należy się także najnowszemu (1999 r.) i zapewne ostatniemu już wydaniu tego słownika. Atrakcyjna okładka sugeruje w pierwszej chwili (chyba nieprzypadkowo), że mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym, ale w rzeczywistości wydawnictwo Philip Wilson, które odkupiło od Wiedzy Powszechnej prawa autorskie, nie zmieniło w układzie treści nic. Nowemu wydawcy nie chciało się nawet przenieść haseł z suplementu do zasadniczej części słownika, by ułatwić życie użytkownikom. Jeśli dodać jeszcze wygórowaną cenę tego reprintu, widać, że chodziło tu wyłącznie o szybkie zarobienie kilku groszy, zanim PWN rzuci na rynek swój słownik. Ot, jeszcze jeden łowca jeleni.



lipiec 2002


© by Arkadiusz Belczyk 2002-2003
 
poradkk

Tłumaczenie filmów

Słownik budowlany