Nowa jakość napisów

 

Na marginesie protestów przeciwko ACTA i sporów o swobodny dostęp do zdygitalizowanych dóbr kultury toczą się również dyskusje o amatorskich tłumaczeniach filmów. Jedna strona twierdzi, że ich upublicznianie w internecie jest nielegalne, nawet jeśli nie przynosi żadnych korzyści finansowych autorom owych plików z napisami – dla podkreślenia czego jakiś czas temu posunęła się nawet do aresztowania kilku osób szczególnie aktywnych na tym polu. Druga strona, najkrócej rzecz ujmując, domaga się prawa do nieodpłatnego korzystania z wszelkich treści, zwłaszcza filmów i seriali telewizyjnych, natychmiast po ich ukazaniu się – co szerokim rzeszom widzów mają ułatwiać te błyskawicznie przygotowywane tłumaczenia dialogów.

Nie wnikając w meritum sporu, chciałbym się skupić na jednym argumencie podnoszonym przez obrońców pełnej swobody upubliczniania napisów, najciekawszym z racji moich zainteresowań zawodowych. Takim oto, że te amatorskie tłumaczenia są „bardzo dobre”, a często wręcz „lepsze od telewizyjnych i kinowych”. Przyjrzyjmy się więc bliżej reprezentatywnej próbce i oceńmy jej jakość. Wybór padł na dwa pierwsze sezony The Wire, by połączyć przyjemne z pożytecznym i przy okazji zapoznać się z serialem zachwalanym przez wielu jako bodaj najlepszy w historii. A ponieważ konkretne źródło polskich napisów (serwis NapiProjekt) wskazali mi studenci – również wyrażający się o nim w superlatywach – analizę postanowiłem przedstawić mniej więcej w takiej formie, w jakiej oceniłbym zadanie domowe z tłumaczenia. Moje komentarze można też potraktować zbiorczo jako drugą część „Elementarza tłumacza”, tym razem dla nieco bardziej zaawansowanych.

1. Pierwsza uwaga fundamentalna: każdy tekst, nie wyłączając dialogów filmowych, tłumaczy się w całości, od początku do końca, a nie na wyrywki. W przekładzie nie zostawiamy więc słów i fraz w języku oryginału, nawet jeśli uważamy, że „to i tak każdy zrozumie” (Look, człowiek na górze chce popatrzeć; Nie pomogę im w tej sprawie. I'm sorry; Yeah, widziałem vana). Otóż – nie każdy, a gdyby nawet, to w sztuce przekładu nie ma to nic do rzeczy.
 
Absolutnie też nie informujemy odbiorców o swojej translatorskiej bezradności (Nie ma tu za wielu dunkers <???>; Potrzebowałbym (B of I) <???> zdjęć) – jeśli czegoś nie potrafimy przetłumaczyć, to szukamy do skutku. Wiem, że Tłumacz Google, z którego ewidentnie korzystano przy tych pośpiesznych spolszczeniach, czasem zostawia różne nieprzetłumaczone śmieci, ale to także żadne usprawiedliwienie. (Zob. też pkt. 6)
 
WSKAZÓWKA: Słowo yeah i podobne najczęściej w ogóle pomijamy, bo z reguły ich sens wynika z zachowania postaci, intonacji czy kontekstu.
 
 
2. Formy wołacza, a w szczególności bardzo idiomatyczne yo i man, również z zasady pomijamy, ponieważ niczego nie wnoszą do dialogu. Ignorujemy takie słowa jak nigger, motherfucker, bitch i inne pieszczotliwe określenia, jakimi się do siebie zwracają bohaterowie – chyba że wyraźnie ma to charakter inwektywy i wywołuje jakąś istotną reakcję adresata. I broń Boże nie zostawiamy tych wołaczy nieprzetłumaczonych – patrz pkt. 1 (Man, widziałeś to?; Prawdziwe gówno, boy; Co jest, baby, powiedz to teraz). Pamiętamy też, że w języku polskim do mężczyzny nie zwracamy się per suka (Nie bądź suką, przyznaj się). Po prostu – tak się nie mówi. Tu nie ma równouprawnienia i suką może być tylko kobieta.
 
 
3. Między ludźmi zachodzą rozmaite relacje starszeństwa, zażyłości czy uprzejmości, co przejawia się tym, że do niektórych zwracamy się per „ty”, a do innych per „pan/pani”. Robimy to konsekwentnie, kelnerka nie może więc najpierw pytać klientów „Co zamawiacie?”, a potem przechodzić na „pan”. Podobnie policjant nie może się zwracać do swego przełożonego raz „panie poruczniku”, za chwilę się z nim spoufalić, przechodząc na „ty”, a dwie minuty dalej rzucić mu służbowe „sir”. Nie można też równocześnie być z kimś na „pani” i „wy” ani na „panno” i „ty”: To pierwsze pani dochodzenie związane z przypadkiem śmiertelnym, Oficerze?; Panno Kima, nie mów, że nie pamiętasz (Notabene do policjantów nie zwracamy się po polsku ani per „oficerze”, ani „funkcjonariuszu”). No i żadna matka nie powie do dziecka Słyszysz, chłopcze?
 
ZADANIE DOMOWE: Porozmawiaj z rodzicami. Oni to powinni wiedzieć.
 
 
4. Tłumacząc na język polski, używamy polskich związków frazeologicznych i polskich idiomów. Nie należą do nich na przykład takie sformułowania:
posiadłości zdeponowane na rzecz budżetu operacyjnego
zbitek napadów
dokonać obliczeń kontenera
urywać się z rotacji
Jest cienka linia między niebem, a tym miejscem.
nasłać twoją krwiożerczość na jego dupę
zatrudnili Bruce'a DiBiago by zalobbować Annapolis
13 lat byłem na półce [w sensie: w odstawce]
do później [w sensie: See you later]
ktoś dobijał się do pagera
policja postrzeliła interes pana Barksdale'a
napinam budżet o 2.000 dziennie, żeby sfinansować śledztwo
poczekaj godzinkę, całą, bez skrótów
moja choroba chce, bym był martwy
pensja startuje od $33,000 z dodatkami [na pewno chodzi o 33 dolary?]
przyznaję, że jestem głęboko ambiwalentny
 
 
5. Tłumacząc na język polski, nie wprowadzamy do niego nieistniejących konstrukcji wzorowanych na angielskim oryginale:
masz podejście "jebać to", prawda?
chcemy zrobić kilka "z-ręki-do-ręki" w porcie
powiedziałam przełożonym, że jest kilku "z rąk do rąk"
obrażasz mojego asa, ty "podnoszę-i-sprawdzam" kupo gówna?
Przepraszam, Orlando, mógłbyś mi tutaj pomóc, proszę?
Z tych samych względów zdania nie zaczynamy od „Plus, ... ” (Plus, potrzebuje Pan pomocy) ani od „Teraz,...” (Teraz, ktokolwiek puknął naszą dziewczynę...).
 
Rozróżniamy zaimki akcentowane od nieakcentowanych, nie piszemy więc (ani nie mówimy) Mi nie powie (kiedyś już o tym pisałem).
 
Używamy imiesłowów zgodnie z ich przeznaczeniem:
Do spowiedzi przychodzą twardzi faceci spowiadając się z rzeczy, o których dotąd nie słyszałem.
WSKAZÓWKA: Do spowiedzi idzie się po to, żeby się wyspowiadać. W trakcie udawania się do niej, można co najwyżej mamrotać do siebie albo np. oglądać się przez ramię.
 
 
6. Jeżeli jakieś sformułowanie nie ma sensu i nie bardzo wiadomo, co znaczy, to nie zostawiamy go w takiej wersji, ale poprawiamy (rozgryzamy) tak długo, aż stanie się zrozumiałe. It ain’t easy being a translator, dude.
podstawa podatkowa jest pod kreską
napady komercyjne [istnieją więc także napady non-profit?]
$24,000, daj lub bierz
"F" to i "f" to
Dlaczego chcecie mnie posadzić za "jeden-do drugiego"?
żółtaczka wyważa okna mojej wątroby
mam w sobie jeszcze jeden haj, ale szczerze wątpię w jego odbudowanie
Miałem kiedyś takiego typka jak Omar pracującego dla mnie. Widział ulice tak, jak chcieliśmy. [Oryginał dla skonfudowanych: Saw the street like we wish we could]
praca jest słaba; gotowanie też jest słabe [W oryginałe: Work/cooking sucks]
mówię o tym poza szacunkiem [W oryginałe: out of respect]
poszukujemy przez modlitwę i medytację, by nawiązać kontakt z Bogiem [We sought through prayer and meditation to improve our conscious contact with God]
dziadek był w torbie [grandfather was in the bag]
Rawls nie cierpi jego instynktu [hates his guts]
 
7. Tłumaczenie wymaga podawania precyzyjnych odpowiedników leksykalnych, pasujących do danego kontekstu – a nie pierwszych z brzegu. Większość słów – surprise, surprise – ma bowiem więcej niż jedno możliwe znaczenie w innych językach. I tak: rzeczownik block w opisie topografii amerykańskiego miasta najczęściej nie ma nic wspólnego z blokiem w naszym rozumieniu (czyli budynkiem mieszkalnym), lotto tickets nie zwą się po polsku biletami lotto, a pleasure boatłódką z rozkoszami, medical examiners to nie spece medyczni, State’s Attorney to nie jest Stanowy Prawnik, a Council President to nie jest Prezes Rady Miasta ani tym bardziej Konsul (nawet jeśli go zapiszemy, jak Bóg przykazał, małą literą), bay na placu wyładunkowym (nawet w porcie) to nie zatoka, last call w barze to nie jest ostatni telefon, stick-up artist to na pewno nie jest po prostu artysta (czyli jakiś malarz albo rzeźbiarz), chain of command to nie łańcuch komend, do nagrywania podsłuchiwanych rozmów służy rejestrator, a nie nagrywarka, kobiety nie umawiają się na żeńską imprezę, przedsiębiorcy nie wręczają kart biznesowych, ukończonych 18 lat nie potwierdza karta pełnoletności, agenci FBI nie dokonują szacowania sytuacji, puzzle ze słów z pewnością nazywa się po polsku inaczej, rzucone nonszalancko whatever nie znaczy cokolwiek, kiedy się komuś wydaje polecenie point, a on to po chwili robi palcem, to w polskiej wersji nie może tak reagować na rzeczownik punkt, na tankowcu nie służą żeglarze, we take gas niekoniecznie znaczy my bierzemy gaz (w praktyce niemal nigdy), rabbit ears to nie tylko, zwłaszcza w warunkach wielkomiejskiej cywilizacji, uszy królika, a seniority w zakładzie pracy nie oznacza starszyzny.
 
Z niektórymi słowami, wydawałoby się, powinno być łatwiej, ponieważ mają dokładnie jeden odpowiednik. Gdybyż tylko pamięć nie była taka zawodna... The Dutch to nie są Duńczycy, Grand Jury to nie Wielki Sąd, traffickers to nie przemytnicy, murder to jednak nie to samo co morderca, a kiedy chcemy, by kogoś zastrzelono, to wyznaczamy za niego nagrodę, a nie okup.
 
No i zdecydowanie sformułowania if Rawls comes past nie można interpretować jako jeśli Rawls przypomni sobie stare czasy.
 
WSKAZÓWKA: Podczas tłumaczenia korzystamy ze słowników. Dobrych słowników.
 
 
8. Jeżeli się na czymś nie znamy, to na wszelki wypadek sprawdzamy każdą informację w źródłach. Pozwala nam to uniknąć kategorycznych stwierdzeń, jakoby spójnik niż był „najczęściej używany jako stopień wyższy przymiotnika”, jakoby pod koniec XIX wieku panował renesans, jakoby mieszkańcy Jemenu nazywali się Yemenami, jakoby mogły istnieć statki o długości trzech mil czy jakoby cyfry mogły być długie.
 
 
9. Akceptujemy z pokorą fakt, że normalny polski widz niestety nie wie, co/kto to jest RICO, NCIC, C.C.O., INS, DNRs itp. i nie katujemy go takimi sformułowaniami:
nowe CEO z WorldCom miało podobny problem
mówiłaś mi, ze nigdy nie miałaś CI, prawda?
każdy I.B.S. ze wschodniego wybrzeża stawiał swój tyłek przed sądem
będzie wyznaczony do PD
jakieś marne WNBA
zwrócili klucze do OIC
specjalna półka FOP Lodge
personel MCI
takie jest zdanie ME
spotkania N.A.
ROIRO sprzedaje się gorzej niż G-series
autobus jadący w kierunku N.Y.
jeśli sprawdzicie 24s
WSKAZÓWKA: Ze skrótami obcojęzycznymi coś trzeba zrobić. Tym, co dokładnie z nimi zrobi, tłumacz pokazuje swoją klasę.
 

Czytaj dalej

© Arkadiusz Belczyk, sierpień 2012