Krzysztof Kwa?niewicz

T?umacz (?le) i p?a?
(List otwarty w sprawie t?umaczenia acquis communautaire)


Zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" z 6-7 lipca 2002 r. artyku? Konrada Niklewicza "T?umacz i p?acz" (tutaj mo?na obejrze? jego zeskanowan? wersj?) przeczyta?em z zainteresowaniem, pomieszanym z przera?eniem. Opisana sprawa przypomina - mówi?c najkrócej - sytuacj?, kiedy do miasta zbli?a si? fala powodziowa, deszcz leje jak z cebra, a rajcowie, zamiast og?osi? alarm, spokojnie organizuj? przetarg na napraw? wa?ów przeciwpowodziowych...

Gwoli jasno?ci, nie zamierza?em i nie zamierzam bra? udzia?u w opisanym przetargu na t?umaczenie acquis communautaire. Firma translatorska, któr? prowadz? od siedmiu lat, jest zbyt ma?a, by przymierza? si? do takiego zadania. Nie jestem te? zainteresowany - z powodów, o których dalej - uczestnictwem w tym przedsi?wzi?ciu w roli podwykonawcy. Uwa?am natomiast, ?e do?wiadczenie w zawodzie t?umacza (zwi?zane tak?e i z przek?adem aktów prawnych Unii Europejskiej) uprawnia mnie do zabrania g?osu w tej sprawie. Co wi?cej, uwa?am to za swój obywatelski obowi?zek.

Obawiam si?, ?e obraz, który przedstawia autor, jest i tak nazbyt optymistyczny. Aby oceni? trudno?? przedsi?wzi?cia, nie wystarczy wyliczenie, ile stron przypada do przet?umaczenia na ka?dy dzie? (cho?, oczywi?cie, ka?de odpowiedzialne biuro t?umacze? od takiego wyliczenia w?a?nie zacznie). Nie wystarczy stwierdzenie, ?e potrzebna jest znajomo?? j?zyka prawnego. Dlatego chc? poni?ej rozwin?? niektóre w?tki obecne w tek?cie p. Niklewicza, poruszaj?c te? pewne nowe kwestie (dotycz?ce, w szczególno?ci, koncepcji rozdzia?u zadania na faz? t?umaczenia i weryfikacji, które - je?eli dobrze zrozumia?em - mog? przypa?? do wykonania dwóm zupe?nie ró?nym firmom).

T?umaczenie acquis communautaire jest przedsi?wzi?ciem bezprecedensowym, stwarzaj?cym trudne do przewidzenie problemy logistyczne. Zak?adaj?c nawet - optymistycznie - ?e dysponujemy odpowiedni? liczb? kwalifikowanych t?umaczy, pozostaje kwestia koordynacji ich pracy. W jaki sposób optymalnie rozdzieli? mi?dzy nich zadania? Jak zapewni? terminologiczn?, stylistyczn? czy cho?by typograficzn? spójno?? przek?adu? Jak rozwi?za? problem bie??cej kontroli jako?ci t?umaczenia? Z przedstawionego w artykule wyliczenia wynika, ?e w przedsi?wzi?cie to by?oby zaanga?owanych co najmniej 70 t?umaczy. Przy takiej liczbie osób w sposób nieunikniony pojawiaj? si? problemy. To nie jest kilkuosobowy zespó?, który ?atwo kontrolowa?, maj?c ca?y czas jasny obraz sytuacji. Cho?by z powodów czysto statystycznych, nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Kto? zachoruje, kto? b?dzie mia? k?opoty rodzinne, kto? nie podo?a zadaniu, kto? straci zainteresowanie wspó?prac?... Oczywi?cie, s? sposoby przeciwdzia?ania takim zjawiskom, ale wymaga to z jednej strony do?wiadczenia (a kto z potencjalnych wykonawców realizowa? kiedykolwiek równie gigantyczne zlecenie?), a z drugiej strony rezerw - czasu, ludzi, ?rodków finansowych - tymczasem zaproponowane przez Urz?d Komitetu Integracji Europejskiej warunki realizacji zlecenia s? i tak nad miar? wy?rubowane.

O odpowiedni? liczb? kompetentnych t?umaczy nie b?dzie ?atwo. Nawarstwia si? tu kilka zagadnie?. Po pierwsze, w ogóle nie ma takich t?umaczy zbyt wielu. Po drugie, potrzebni s? t?umacze z do?wiadczeniem w wielu ró?nych dziedzinach. Nie chodzi tylko o t?umaczenia prawne. Pami?tajmy, ?e unijne ustawodawstwo obejmuje rozmaite obszary, potrzebna wi?c oka?e si? tak?e terminologia zwi?zana, dajmy na to, z rolnictwem lub utylizacj? odpadów niebezpiecznych. Osobom niezorientowanym wydaje si? niekiedy, ?e t?umacz mo?e nie zna? problematyki tekstu, który t?umaczy, a ewentualne nieznane terminy znajdzie w s?owniku. Nic bardziej fa?szywego. S?owników specjalistycznych w wielu dziedzinach po prostu nie ma (lub s? niekompletne b?d? ma?o rzetelne), a nawet znajomo?? wszystkich s?ów, zwrotów i ich polskich ekwiwalentów nie gwarantuje merytorycznej ani stylistycznej poprawno?ci t?umaczenia. Sprawa trzecia, t?umacze musz? by? dyspozycyjni. Tymczasem dobry t?umacz dzia?aj?cy na rynku ma zwykle swoich sta?ych klientów i zobowi?zania, i nie nale?y oczekiwa?, ?e wszystko to z dnia na dzie? rzuci (by?oby to niezgodne zarówno z etyk? zawodow?, jak i jego w?asnym d?ugofalowym interesem!), po?wi?caj?c si? tylko i wy??cznie t?umaczeniu acquis.

Du?e zastrze?enia budzi koncepcja podzia?u na faz? t?umaczenia i faz? weryfikacji. Je?eli t?umaczenie ma by? zrobione dobrze, konieczna jest interakcja mi?dzy t?umaczem a weryfikatorem. Mo?na j? sobie wyobrazi? mniej wi?cej tak: Ju? w fazie t?umaczenia, t?umacz powinien mie? mo?liwo?? uzyskiwania wyja?nie? i odpowiedzi na pytania od kompetentnego specjalisty. Podczas t?umaczenia specjalistycznych tekstów zawsze nasuwa si? wiele w?tpliwych kwestii. Im wi?cej z nich uda si? wyja?ni? na wczesnym etapie, tym mniej problemów nastr?czy faza weryfikacji i tym wy?sza b?dzie jako?? ko?cowego produktu. Z kolei weryfikacja nie musi by? etapem ko?cowym - tekst powinien w wielu wypadkach wróci? do t?umacza z uwagami eksperta, a o ostatecznym brzmieniu t?umaczenia nale?y nieraz zadecydowa? wspólnie. Z do?wiadczenia zdobytego przy t?umaczeniu unijnego ustawodawstwa dotycz?cego prawa pracy, w ramach programu realizowanego przez Uniwersytet Jagiello?ski, wiem, jak czasoch?onny jest to proces. Zauwa?my przy tym, ?e wprowadzenie formalnego rozdzia?u obu etapów mo?e utrudni? lub wr?cz uniemo?liwi? niezb?dny kontakt t?umacza ze specjalist? z danej dziedziny.

Kontynuuj?c w?tek weryfikacji, przedstawiciel UKIE, mówi?cy, ?e weryfikator nie musi czyta? ca?ego przek?adu, daje ?wiadectwo kompletnej nieznajomo?ci materii. Jedno pomini?te, dodane lub ?le przet?umaczone s?owo mo?e ca?kowicie zmieni? i wypaczy? sens danego uregulowania. Nale?y przeczyta? wszystko, a co wi?cej, zestawi? zdanie po zdaniu z orygina?em. Zaj?cie to bywa niewiele mniej czasoch?onne od samego t?umaczenia. (Na marginesie, dostrzega to ustawodawca, okre?laj?c stawk? dla t?umaczy przysi?g?ych za sprawdzenie okazanego t?umaczenia w wysoko?ci 50% stawki za t?umaczenie.)

Nie mo?na te? zapomina? o aspekcie finansowym przedsi?wzi?cia. Z pozoru wydaje si?, ?e chodzi o ogromne pieni?dze. Tak?e w przeliczeniu na stron? t?umaczenia (o ile da si? to w ogóle na obecnym etapie policzy?) wydaje si?, ?e stawki s? godziwe - przy korzystnej kalkulacji mo?e to by? ok. 100 z?. Zwró?my jednak uwag?, ile pozycji trzeba sfinansowa? z owych 100 z?. Honorarium t?umacza. Honorarium weryfikatora. Koszty obs?ugi biurowej, ksi?gowej, informatycznej, prawnej. Rezerw? na nieprzewidziane wydatki. Podatek VAT. Zysk firmy. Je?li wszystko to uwzgl?dni?, mo?e si? okaza?, ?e stawki, jakie generalny wykonawca b?dzie móg? zaproponowa? wspó?pracuj?cym osobom, nie b?d? wcale konkurencyjne. A to oznacza, ?e wielu kompetentnych i do?wiadczonych t?umaczy i specjalistów mo?e w ogóle nie podj?? wspó?pracy.

Co nale?a?oby wi?c w tej sytuacji zrobi?? Pomys? organizacji przetargu uwa?am za wysoce szkodliwy. Nale?a?oby raczej zastanowi? si?, w jaki sposób w??czy? w wykonanie zadania wszystkie dost?pne w kraju zasoby - których nie ma wcale zbyt wiele - zamiast wprowadzania sztucznej konkurencji mi?dzy firmami, z których ?adna nie ud?wignie w pojedynk? zadania. Nie ?ud?my si?. Nawet je?li uczestnicy przetargu napisz?, ?e dysponuj? kadr?, ?rodkami, do?wiadczeniem - b?dzie to tylko marketingowe pustos?owie. Ju? zlecenie t?umaczenia kilku tysi?cy stron uchodzi w warunkach polskich za bardzo du?e - a tu mamy do czynienia z dziesi?ciokrotnie wi?ksz? obj?to?ci? tekstu, w dodatku o niezmiernie wielkim ci??arze gatunkowym. ?eglarze mówi? w takich sytuacjach: "Wszystkie r?ce na pok?ad!" Potrzebne by?oby szerokie konsorcjum zrzeszaj?ce najlepsze w kraju firmy t?umaczeniowe i specjalistów. Mo?e wspólnymi si?ami uda?oby im si? unikn?? katastrofy. Pierwszym krokiem, jaki konsorcjum takie powinno wykona?, by?aby inwentaryzacja istniej?cych polskich przek?adów unijnego ustawodawstwa. Istniej? ró?ne opracowania cz?stkowe, przygotowane przez rozmaite krajowe o?rodki akademickie (cz?sto za unijne pieni?dze) i mo?e si? okaza? (oby!), ?e do zrobienia pozostaje troch? mniej, ni? si? obecnie wydaje.

A jaka b?dzie rzeczywisto??? Obym si? myli?, ale najbardziej prawdopodobny wydaje si? nast?puj?cy scenariusz: Natura nie lubi pró?ni - kto? przyst?pi do przetargu, kto? go wygra. W zwyci?skiej firmie euforia z powodu sukcesu szybko ust?pi miejsca niepokojowi, a pó?niej panice. Oka?e si?, ?e ju? nie chodzi o to, ?eby wykona? zadanie dobrze, tylko ?eby w ogóle zmie?ci? si? w czasie z ca?o?ci? i odda? cokolwiek, co mo?e uj?? za t?umaczenie. Wobec tak napi?tych terminów, konieczne b?dzie zatrudnienie wielu nowych, niesprawdzonych osób. Trafi? wi?c do zespo?u osoby przypadkowe. Nie twierdz? w ?adnym razie, ?e biura, przynajmniej te lepsze, nie dobieraj? starannie wspó?pracowników - bardzo prawdopodobne jest jednak, ?e sytuacja po prostu zmusi je do korzystania z us?ug osób ma?o kompetentnych.

Z?e t?umaczenie unijnych aktów prawnych mo?e mie? daleko id?ce konsekwencje. Na podstawie tego przek?adu b?d? tworzone lub zmieniane prawa polskie, b?d? podejmowane wa?ne decyzje w wielu dziedzinach ?ycia. Koszty naprawy ewentualnych b??dów mog? kosztowa? podatników wielokrotnie wi?cej ni? kwota wydatkowana na t?umaczenie (lub zaoszcz?dzona przy jego okazji).

Mo?na i trzeba si? zastanawia?, dlaczego UKIE dostrzeg? konieczno?? prze?o?enia acquis communautaire na polski dopiero teraz. O przyst?pieniu Polski do UE mówi si? od ponad 10 lat, od kilku lat trwaj? dyskusje o terminie akcesji. Czy nie by?o rzecz? oczywist?, ?e konieczne b?dzie prze?o?enie na polski unijnego prawodawstwa? Gdyby zadanie to roz?o?y? na kilka lat, mo?na by?o wykona? je lepiej, w sposób metodyczny, unikaj?c pó?niejszych strat. T?umaczenie to nie kopanie rowów, którego szybko?? zale?y wy??cznie od ilo?ci u?ytych ?opat czy te? koparek. Jest to praca ?mudna, wymagaj?ca dobrego przygotowania, przemy?lenia, czasu, spokoju i doskona?ej organizacji.

Powsta?y problem jest tak?e pochodn? mizernej pozycji zawodowej t?umaczy w Polsce. Panuje powszechne przekonanie, ?e t?umaczem mo?e by? ka?dy, kto ma blade poj?cie o j?zyku obcym, s?ownik i komputer. Prac? t? wykonuje si? zwykle dorywczo, po godzinach, w ramach prac zleconych, raczej za mniejsze ni? wi?ksze pieni?dze. Niewielu jest w tym fachu prawdziwych profesjonalistów. Spo?eczn? percepcj? zawodu wci?? kszta?tuje niezapomniany Kolega T?umacz wykreowany przed laty przez Jacka Fedorowicza w radiowej "Sze??dziesi?tce" lub wizerunek t?umaczki podszczypywanej przez Wa?n? Osobisto?? podczas oficjalnej wizyty zagranicznej. Te negatywne stereotypy z pewno?ci? wymagaj? rewizji. Nie chcia?bym jednak, by okazj? do niej sta?o si? fiasko przek?adu acquis communautaire.


Krzysztof Kwa?niewicz, sierpie? 2002


Jako postscriptum:

B?dziemy interweniowa? na najwy?szym szczeblu, by przyspieszy? t?umaczenie unijnego prawa na j?zyki nowych pa?stw - zapowiedzia? wczoraj Eneko Landaburu, dyrektor generalny ds. rozszerzenia w Komisji Europejskiej w Brukseli. Wed?ug ?róde? w Brukseli do druku po polsku gotowych jest tylko 80 rozporz?dze?, gdy po esto?sku blisko 900. Powodem opó?nie? mia?aby by? m.in. s?aba jako?? t?umaczenia wykonanego w Polsce.

(za "Gazet? Wyborcz?" z 14 maja 2003 r.)