S?ownik turystyki i hotelarstwaEwa Dziedzic, Anna Sancewicz-Kli?
S?ownik turystyki i hotelarstwa (polsko-angielski i angielsko-polski)


Ocena: 3/10 (cz??? angielsko-polska)
1/10 (cz??? polsko-angielska)


Na pierwszy rzut oka s?ownik wygl?da bardzo solidnie (twarda ok?adka, szyty grzbiet), a przedmowa obiecuje "pomoc dla osób zajmuj?cych si? obs?ug? ruchu turystycznego, szczególnie pracowników biur podró?y i hoteli". W dalszej cz??ci wst?pu autorki zastrzegaj?, ?e turystyka to "konglomerat ró?nych rodzajów dzia?alno?ci", ?e "trudno zakre?li? granic? mi?dzy terminologi? ?ci?le zwi?zan? z turystyk? a s?ownictwem ogólnym" oraz ?e dobór s?ownictwa jest si?? rzeczy obarczony "pewn? doz? subiektywizmu".

Wszystko pi?knie, ale kiedy zag??bi? si? w lektur?, trudno oprze? si? wra?eniu, ?e mamy do czynienia z dzie?em opracowanym nie tyle subiektywnie, ile po prostu bezmy?lnie. S?ownik turystyki i hotelarstwa okazuje si? bowiem przypadkowym zlepkiem tego, co akurat autorki mia?y pod r?k?, osobliwym skrzy?owaniem leksykonu bankowo?ci z poradnikiem barmana-kucharza, gdzie obok bardzo obszernie opracowanych hase? typu weksel (bite trzy strony - mo?na by pomy?le?, ?e to najwa?niejszy termin w bran?y turystycznej) natykamy si? np. na dwie kolumny nazw koktajlów alkoholowych.

Cz??? angielsko-polska, zapewne oparta na jakiej? profesjonalnej publikacji angielskoj?zycznej, prezentuje si? stosunkowo nie?le. Mo?na jej zarzuci? rozmaite uchybienia - np. brak w?ród hase? m.in. open jaw ticket, off the beaten track, portage, sunblock, insect repellent, ATM, travel card, nazw rozmaitych obiektów sportowo-rekreacyjnych czy form wypoczynku, zw?aszcza zimowego (amusement arcade, roller coaster, amphitheatre, pier, quay, water slide, skipass, draglift, platter lift, T-bar lift, piste, abseiling, rappelling, zorbing, rollerskating, potholing, birdwatching, survival) oraz nazw wielu typowo turystycznych pojazdów (catamaran, gondola, punt, pleasure boat, jet ski, pedal boat, pedalo, go-kart, SUV, 4WD, snow groomer, scooter, funicular, narrow gauge train), has?a b??dne, niejasne i mocno niekompletne (townhouse, expatriate, plug, condominium, Polish style - przecie? nie wszystko, co po polsku, musi by? "z mas?em i bu?k? tart?"), dziwaczne pisanie wielk? liter? nazw potraw (Broad Noodles, Spaghetti, Club sandwich) - ale na ogó? mie?ci si? to jako? w zapowiadanym subiektywizmie.

Prawdziwy dramat zaczyna si? w cz??ci polsko-angielskiej, która stanowi chyba kompletny katalog wszystkich rodzajów b??dów, jakie mo?na pope?ni? przy uk?adaniu s?ownika. Uderza zw?aszcza du?a liczba hase? b?d?cych zwierciadlanym odbiciem terminów angielskich, które po polsku nie maj? odpowiedników i zosta?y bezrefleksyjnie skopiowane, cho? trudno sobie wyobrazi?, by komukolwiek przysz?o do g?owy ich szuka?: eskapada alkoholowa, babeczka angielska podawana do herbaty, biszkoptowa podstawa tortu lub ciasta z owocami, deseczka do krojenia owoców w plasterki, kwadratowe piero?ki z warzywami, obrotowa szczotka do zdejmowania okruchów z obrusa, próg ograniczaj?cy rozlewanie wody, sposób ustawiania sto?ów bankietowych.

W?ród pozosta?ych hase? panuje skandaliczna wr?cz arbitralno?? i niefrasobliwo?? w doborze. Mamy np. kolacj? na zimno, ale nie kolacj? na ciep?o; pietruszk? natk?, ale nie korze?; kolegiat?, ale nie synagog?; renesans, ale nie rokoko czy secesj?; sp?yw tratw?, ale nie kajakowy; bilet w dwie strony, ale nie w jedn?; opiek? trenersk?, ale nie lekarsk? czy cho?by rezydenta. Jest tropik (w namiocie), ale nie ma przymiotnika tropikalny (podobnie zreszt? jak okre?le? egzotyczny, zwrotnikowy, podzwrotnikowy, ?ródziemnomorski, arktyczny, cho? znalaz?o si? miejsce dla klimatu umiarkowanego). Kosmetyczka istnieje tylko jako torebka, bo o pani od manicure zapomniano. Dworzec to niby railway station, jakby nie móg? by? autobusowy. Pojawiaj? si? za to has?a o charakterze wybitnie literackim, których przynale?no?? do terminologii turystyczno-hotelarskiej jest co najmniej w?tpliwa (tu?acz, niech??).

Przy wielu has?ach uwzgl?dniono tylko jeden angielski odpowiednik, cz?sto mniej popularny, a niekiedy wr?cz dziwaczny. Pod kantor znajdziemy wi?c exchange office, ale ju? nie bureau de change. Pod akwalung jest aqualung, ale nie ma znacznie cz??ciej spotykanego scuba (które pojawia si? w cz??ci angielsko-polskiej, z m?tnym wyja?nieniem, ?e to "aparat do oddychania pod wod?"). Targowa? si? to zdaniem autorek tylko bargain - a co z negotiate? Tego samego czasownika zabrak?o w ha?le uzgadnia?, gdzie podano jedynie accomodate (sic!) i adjust. Wentylator w pokoju hotelowym to przecie? przede wszystkim fan, a nie ventilator, magnetowid za? to VCR, a nie tylko video recorder. Uczestnika wycieczki okre?la si? nie wydumanym tour attendee, ale pospolitym tripper. Podobnie na monitor nikt normalny nie powie Visual Display Unit, tylko - jakie? to banalne - monitor. Nabrze?e to obok quay i wharf równie? waterfront i seafront, natomiast bankomat ma po angielsku wiele nazw, z których akurat proponowana banking machine jest zdecydowanie najrzadsza (wystarczy sprawdzi?, ile razy w Google'u wyst?puje ATM, cash machine, cash dispenser czy cashpoint).

Z hase? oczywi?cie b??dnych wymie?my autostrad? (po angielsku na pewno nie odpowiada jej termin highway - co sk?din?d dostrze?ono w cz??ci angielsko-polskiej), krenela? (crennel, czy raczej crenel lub crenelle, bo tak wygl?da poprawna pisownia, to pojedyncze wyci?cie w szczycie muru, a nie blanki jako rzeczownik zbiorowy), odtwarzacz wideo (zaw??ony nie wiedzie? czemu do VHS player), b?onnik (jako sk?adnik produktów spo?ywczych okre?la si? go s?owem fibre, a nie roughage) oraz cieciork? (prawid?owa nazwa ro?liny zwanej po angielsku chickpeas to ciecierzyca).

Zabrak?o w s?owniku miejsca dla takich pospolitych terminów i okre?le? jak cho?by doba hotelowa, baza i zaplecze (czyli po naszemu dwa mo?liwe odpowiedniki trudnego w t?umaczeniu s?owa facilities), wczasy pod grusz?, tradycyjny, dogodny, na?nie?anie, armatka ?niegowa, ratrak, akwedukt, lunapark, cypel, prze??cz, tunel, most zwodzony. Na pociech? mamy za to jelito do wyrobu w?dlin.

Niektóre has?a s? opracowane po prostu niechlujnie (barszcz - a kind of soup; czernina - czarnina duck soup; zagro?enie trz?sieniami ziemi - earthquake, scanner (sic!) odczytuj?cy dokumenty - optical character recognition), inne za? dowodz?, ?e przygotowywania s?ownika na pewno nie nadzorowa? ?aden leksykograf, co krok bowiem natykamy si? na elementarne b??dy techniczne. Oto np. alternatywne cz?ony hase? kilkuwyrazowych podano nie po uko?niku, ale w nawiasach (zwyczajowo u?ywanych przecie? do wskazywania elementów opcjonalnych), co mo?e wprowadzi? w b??d czytelnika mniej zorientowanego w temacie. Przy homonimach cz?sto brakuje u?ci?le? terminologicznych, które by precyzowa?y zakres znaczenia: np. delikatny - dainty (d?wi?k, smak, zapach, uroda, wzorek?), okre?la? - name (wiek, kolor, dat?, zakres obowi?zków, tras? wycieczki?), rolada - Swiss roll (z mi?sa czy ciasta?), szczyt - 1. pinnacle, 2 gable (jak tu si? domy?li?, ?e chodzi o elementy architektoniczne?). Has?o pilot wyst?puje dwukrotnie; w pierwszym zebrano rozmaite funkcje zwi?zane z pilotowaniem wycieczek, a w drugim do pilota samolotowego i portowego do?o?ono urz?dzenie do zdalnego sterowania telewizorem, gdy tymczasem nale?a?o raczej oddzieli? ludzi od rzeczy i dodatkowo rozró?ni? oba has?a cyframi arabskimi. Gotowane jajko i pieczony ziemniak uhonorowano nie wiedzie? czemu osobnymi has?ami, zamiast umie?ci? je odpowiednio pod gotowany i ziemniak. No i te dziesi?tki b??dów ortograficznych i literówek: baigiel, brzeg morza - share, fenicular, abonnement (???), ikona - icone, strech limousine, nalewka - tinctura, surrandings, maritial status, ?liwka W?gierka, the Zoo, all-inlusive, subsitence, credit-worthines, circadian rythms, fatique (zmeczenie), crawfish, enterpreneur, pavilon, foregin, MacDonalds...

Uzupe?nieniem do cz??ci s?ownikowej jest kilka aneksów:

  • siedem stron, potencjalnie przydatnych, skrótów stosowanych w bran?y turystycznej;
  • nieco d?u?sze zestawienie kodów portów lotniczych (na ogó? opracowane porz?dnie, cho? zapomniano o spolszczeniu nazw wielu miast i stanów w USA, znalaz?em te? takie cudo jak Wyspy Faroe);
  • wykaz "Najwi?kszych ?a?cuchów (sic!) hotelowych", którego przydatno?? trudno mi sobie wyobrazi?, ale nie ma o co kruszy? kopii;
  • angielsko-polski s?owniczek "Wa?niejszych nazw geograficznych", w którym pewne zdziwienie budzi obecno?? has?a East-West Thoroughfare - Trasa W-Z;
  • lista "S?ynnych atrakcji turystycznych" (co najwy?ej ciekawostka, trudno tu bowiem cokolwiek znale?? w razie potrzeby, bo wymieniono je alfabetycznie nie wed?ug lokalizacji, ale w sposób czysto mechaniczny - Sfinks, Mauzoleum Lenina, a obok np. koptyjsko-syryjskie ko?cio?y z XII w. wykute w skale);
  • "Nazwy pa?stw, ich kody, waluty i ?wi?ta narodowe" oraz
  • kilka stron "Polskich nazw geograficznych i historycznych" - teoretycznie u?ytecznych np. dla przewodników oprowadzaj?cych zagraniczne wycieczki, gdyby nie to, ?e jak w ca?ym s?owniku króluje tu chaos - wystarczy cho?by porówna? has?a Ko?ció? Mariacki - 1. the Church of the Virgin Mary 2. the Church of Our Lady (a gdzie najprostsze St Mary's Church?) i O?tarz Mariacki - the Mariacki Altar.

W sumie - jeden wielki bubel, na pewno niewart pi??dziesi?ciu z?otych.

lipiec 2005


© by Arkadiusz Belczyk 2005