Kaliber

 

Kaliber broni to w pewnym uproszczeniu wewnętrzna średnica lufy, a zarazem średnica pocisku przez nią wystrzeliwanego. W filmach (i książkach) kryminalnych raz po raz stykamy się z informacjami, że np. kogoś zastrzelono „z dwudziestki piątki” albo ktoś „wyjął z kabury lśniącą czterdziestkę”. Jak to należy rozumieć?

Chodzi tu o kaliber broni palnej podawany jako ułamek dziesiętny cala – zapisywany na modłę amerykańską, tj. bez zera i z kropką:

.25 – czyli nasze 6,35 mm; jest to nieduży pistolet np. Browning czy Beretta, często określany jako „kieszonkowy” albo „damski”;

.40 – czyli 10 mm; typowy policyjny pistolet np. marki Smith & Wesson do noszenia w kaburze pod pachą.

Najczęstszym błędem w tłumaczeniu jest traktowanie tych wartości liczbowych jako milimetrów, wynikające nie tylko z niedostatków wiedzy, ale i wyobraźni. W rezultacie powstają kuriozalne sformułowania, jak w pewnej przełożonej na polski powieści sensacyjnej, w której bohater nosił w kieszeni „gnata kaliber 40 milimetrów”. Czterdzieści milimetrów to cztery centymetry – grubość mniej więcej ogórka albo kiełbasy. Pocisk o takiej średnicy musiałby mieć kilkadziesiąt centymetrów długości, a lufa do jego wystrzeliwania ponad metr. Broń tego rodzaju rzecz jasna istnieje, tyle że służy raczej do zestrzeliwania samolotów, nazywa się „działko”, a nie „pistolet”, i w żadnej kurtce ani spodniach na pewno się nie zmieści.

I w tym wypadku stajemy przed dylematem, jak tę wartość liczbową zapisać. Najlepiej pełnymi słowami (co akurat przy napisach filmowych może być trudne) albo za pomocą ułamka dziesiętnego w polskim zapisie: „0,25 cala”, „0,4 cala”. Jeśli kontekst pozwala, można też posłużyć się potocznym skrótem myślowym: „kaliber 25”, „kaliber 40”. Inna ewentualność to podanie kalibru w milimetrach („6,35 mm”, „10 mm”), pod warunkiem że konsekwentnie traktujemy tak wszystkie wartości niemetryczne występujące w tekście – co jako ogólna strategia translatorska ma pewne zalety, ale i sporo wad.

Jeśli precyzyjna wartość liczbowa nie jest w gruncie rzeczy istotna dla fabuły, wygodnym rozwiązaniem w ciasnej przestrzeni napisów (ale tylko tam, bo na pewno nie w książce, gdzie takich rzeczy robić nie wolno) może być jej pominięcie. Powiemy wówczas po prostu, że ofiarę „zastrzelono”, a ktoś inny „wyjął z kabury broń”.

Podobnie jak w przypadku pięter, należy pamiętać o unikaniu wszelkich hybryd liczbowo-słownych, pseudoskrótów w rodzaju „*z 25-ki”, „*wyjął 40-tkę”, „*dał mi 38-kę” (zob. obok). Kaliber zapisujemy albo pełnym słowem, albo samymi liczbami z podaną jednostką miary (co oczywiście niesie określone skutki stylistyczne – tekst traci potoczność i staje się mocno techniczny).

Na koniec warto też zwrócić uwagę na fundamentalną – i widoczną nawet dla laika – różnicę między rewolwerem a pistoletem. Oba te słowa odpowiadają ogólnemu angielskiemu terminowi gun, tyle że pierwsze odnosi się do broni palnej z obracanym bębenkiem (stąd nazwa), a drugie do takiej z płaskim magazynkiem umieszczonym w rękojeści (jak w obu przykładach podanych wyżej), nie wolno ich zatem stosować wymiennie, jako rzekomych synonimów.

 

 

© by Arkadiusz Belczyk 2019